Mgła – zapiski

mgła

Poranki.

Noc otoczona pierwszymi promieniami dnia, żegna się z ziemią. W czasie jesieni czas rozstań jest dłuższy. Tak jakby tęsknota była większa. Wydaję się że w tej magicznej szarej godzinie nawet dzień zdobywa się na pocieszenie, mówiąc, że będzie tu na krótko. Mgła wydaje się  powstawać tylko wtedy gdy dzień ubiera się w futro z chmur. Zawsze kiedy poczuje  pierwsze zimno pod stopami. Nie mogę dokładnie stwierdzić gdzie ono się ukrywa, może jeszcze w trawie, liściach tracących swój kolor a może po prostu w każdym kształcie, niczym kurz po remoncie.

 Mgła zwykle osiada na szybie zmieniając moją perspektywę na nieco wolniejszą, senniejszą. Dłonią przecieram wtedy okiennice, chcąc przywrócić domyślne barwy. Jest to daremne. Świat nie przyśpieszy. Jesienne poranki zawsze działają dziwnie na ludzi są niczym dźwięk styropianu na szkle. Każdy  człowiek chce ich uniknąć. A gdy się nie da szybko ucieka przed chwilą. Przez zimne szkło obserwuję  tych ludzi i widzę że myślami są jeszcze w ciepłych łóżkach, razem z nocą. Są wściekli że czas nie jest jeszcze dłuższy niż naprawdę jest im dane. Na ulicach słychać więcej klaksonów, krzyków, czasem nawet trafi się jakiś młody człowiek z słuchawkami w uszach który udaje, że nie słyszy o czym mówi do niego jesień.

A mówi dużo… Coraz silniejszy wiatr przyciąga zimne dni i figlarnie bawi się w łapanie liści. Deszczowe kałuże nie są wyjątkiem a normalnością i mają strategiczne znaczenie dla dalszej trasy. Chodniki wydają się bardziej ponure bo i ludzie dostosowali się w swoich przebraniach do uroków jesiennego życia. Różu nie znajdziesz na ich plecach. Dzieci tylko pakują swoje buciczki w pstrokate woreczki.

Gdy ci młodzi szukają jakiś barw  ja rozciągam się. Resztki snu, lądują na podłodze z łoskotem. Trochę szkoda, może miał w sobie coś wartościowego. Jeszcze ostatnie ziewnięcie, kusi mnie abym dotknęła ostatniego kawałka leżącego na dywanie. Jednak budzik skutecznie uświadamia mi, że czas  może nie wie czym jest sen. Idę po kawę. Nie lubię jej smaku. Brunatność jej królewskiej mazistości też mnie trochę przeraża. Zdecydowanie wolę jej zapach. W zasadzie gdyby nie to mogłaby nie istnieć. Aromat ten ma w sobie coś diabelskiego i kusi moje nozdrza bardziej niż ciasto mojej babci. Ta chwila dobrego rozkoszowania się mocnym spalonym ziarnem, wystarczy na jeden  dzień.

Był to kolejny fragment z moich zapisków tym razem po prostu opisałam pierwsze godziny dnia.

  • Joanna Kućmierz

    Bajkowo…

    • W górach ma się wrażenie takiego dziwacznego, pięknego świata 😉 dziękuję

  • Pięknie napisane, cudownie się czyta. 🙂 Uwielbiam tajemniczość jesiennej mgły. 🙂

    • Dziękuję ślicznie Iza 🙂 Ja też lubię tę tajemniczość ale i kolor jesiennych liści. Tutaj w Bieszczadach jest tak kolorowo. To jedna z najpiękniejszych pór roku…