Ania nie Anna ciemniejsza strona rudzielca

Ania i wspomnienia

Na pewno macie swoje ulubione książki z dzieciństwa, takie przy których spędzaliście wiele wieczorów, śmiejąc się i płacząc na przemian. Pamiętacie pewnie jak  wyobrażaliście sobie że jesteście głównym bohaterem który zbawia świat.  Jeśli mieliście tak to albo rodzeństwo czytało wam właśnie te książki lub rodzice. U mnie taką książką był nie tylko Tajemniczy ogród ale także cykl opowieści o Ani z Zielonego Wzgórza. Pierwszy raz Anię usłyszałam w postaci słuchowiska, nagranie to na pięciu kasetach znałam prawie na pamięć. Słynną scenę z sukienką wspominam do dziś a to wszystko dzięki genialnemu Franciszkowi Pieczce, który grał Mateusza oraz Monice Bezak  Jeśli moja siostra to czyta to pewnie się uśmiecha, zresztą jakiś czas później dostała równie wypasiony prezent od naszej babci – czyli całą serię opowieści Lucy Maud Montgomery. Jednak jednej nie miała była to Ania z Avonle’a . Pamiętam jak dziś deszczowe wakacje, książka leży z biblioteki wypożyczona ale kiedyś trzeba będzie ją oddać, więc postanowiłam zrobić coś heroicznego… Wklepać do Worda jednym palcem całą książkę. Prawie mi się to udało siedziałam,  pisałam rozdział po rozdziale dopóki burza nie popieściła naszej instalacji ze znaną sobie czułością. Sentyment do Ani więc pozostać musiał. Filmy wielokrotnie pooglądałam, zawsze robimy to rodzinnie i w pewnym momencie, krzyczymy jedna do drugiej no dlaczego ona jedzie na tą wojnę?! Nie było tego w książce! Gdy wyszedł nowy serial Neftliksa Ania nie Anna na podstawie mojej ulubionej opowieści stwierdziłam, że choćby się waliło i paliło (a się paliło bo był to czas sesji) muszę to obejrzeć….

Ostrzeżenia nie dla poetów!

Pisząc o tym serialu trochę mi ciężko bo włącza mi się tryb poety i malarza w jednym.  Zacznę od tego że serial oglądałam dwa razy z trzech powodów, po pierwsze był za krótki (tylko siedem odcinków). Jeszcze nie zdążyłam się rozsiąść na kanapie a tu już koniec. Samą czołówkę z powodu jej plastyczności i podobieństwa do  obrazów  Tomasza Alena Kopery, przewijałam wielokrotnie. Po drugie piękne kadry już od pierwszych sekund filmu pozwalają się wczuć w klimat wyspy ks. Edwarda. Liczne ujęcia klifów, morza, zachodów i wschodów słońca, sprawiają, że serial ten powinien być puszczany z ostrzeżeniem oglądać kilka razy…

Ania nie Anna? A może jednak…

Co do głównej bohaterki tego się obawiałam wciąż mam w pamięci niezastąpioną Megan Follows z filmowej adaptacji powieści. Twórcy związani z serialem nie zawiedli. Amybeth McNulty nadaje się idealnie.  Rudzielec jest rudzielcem, z wieloma piegami a co najważniejsze aktorka grająca główną rolę, rzeczywiście potrafiła pokazać różne emocje od „otchłani rozpaczy” po radość z odkrycia „jeziora lśniących wód” Scena przeprosin Małgorzaty była jedną z najlepszych w serii. Co do pozostałych bohaterów jeśli chodzi o wygląd charakteryzację to są dokładnie tacy jak sobie wyobrażałam (mówiąc językiem bohaterki). Mateusz grany przez R.H. Thomsona jest przeuroczym staruszkiem, który po cichu służy radą i pomocą ale się „nie miesza” do wychowania. Maryla Cuthbert to starsza pani, szczupła z ciasnym kokiem i surowością w głosie. Jednak w trzecim odcinku staje się miła i niemalże czuła, w oryginale ten obraz różnił się nieco. Gilbert tutaj w odróżnieniu od niektórych fanów serialu nie zapiszczałam z zachwytu, nie skradł mojego serca, nie jest według mnie amantem, za jakiś czas może złamie kilka niewieścich serc, dziewczęta do niego wzdychały ale jakoś niezbyt przekonująco. Co do relacji z Anią jest zarysowany konflikt jednak powinniśmy pamiętać, że w książce główna bohaterka i Gilbert byli śmiertelnymi wrogami i nie mogli się pogodzić przez długi czas, tutaj twórcy flagę pokoju wywiesili wcześniej. Sama historia tej postaci jest  bardziej uszczegółowiona, pojawia się kilka nowych wątków ale to nic dziwnego w końcu to serial, więc w oparciu o coś musi być budowana akcja a dzieje się tutaj dużo. Nie tylko możemy zobaczyć to co znamy z książki ale także ciemniejszą stronę naszej bohaterki, która jak się okazuje nie zawsze potrafi zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami.  To właśnie dzięki zastosowaniu retrospekcji poznajemy jej dzieciństwo, uczucia i odkrywamy inną nieco ciemniejszą stronę.

Idealna  Anna? Oczywiście, że nie!

Nie wspomniałam o Dianie celowo, nie jest ona pięknością tak jak to było w książce, jest po prostu zwyczajna. Jednak nie to mnie razi, jej uroda ma być kontrastem do postaci Ani i jest. Bardziej denerwujący jest język jakim dziewczyny prowadzą rozmowy między sobą.  Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że w Kanadzie w tym czasie, mówiono tak bezpośrednio o okresie czy tzw. myszkach jak to określono w serialu. Wszystkie te rozmowy prowadzone były za firanką przewieszoną w klasie.. Oczywiście należy poruszać trudne tematy na pewno pytania o role kobiet i ich cielesność są ważne jednak nie w takiej formie. Jest to jakaś udziwniona próba realizowania wątków niepasujących do scen i realiów. Nie wyobrażam sobie siedzieć na środku pomieszczenia i publicznie ogłosić, że już jestem kobietą bo mam okres.

Co do tłumaczenia w tym  miejscu wspomnieć muszę, że jest dosyć wierne oryginałowi poza jednym szczegółem Małgorzata stała się Rachelą w angielskiej wersji ale lektor polski poprawił ten błąd.

Podsumowując polecam tą produkcje Neftliksa nie tylko dla fanów przygód Anny Shirley ale także i dla tych co chcą pooglądać ciepły, klimatyczny  serial. Tylko musicie mieć ze sobą zapas chusteczek na mnie to zadziałało gorzej niż Titanic ale może to z sentymentu.  Mimo drobnych niedociągnięć nie mogę się doczekać na następny sezon, który ma się pojawić wiosną 2018 roku

  • Serialu nie widziałam, ale całą serię o Ani w dzieciństwie pochłonęłam! 😉

  • Jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do Ani, wolałam Pippi jako wzór do naśladowania.

    • Też pamiętam Pippi 🙂 jednak więcej wspomnień mam z Anią

  • Hmm, też jestem fanką Ani, choć już dawno nie czytałam ani nie oglądałam żadnych z jej przygód. Ale muszę przyznać, że chętnie zapoznałabym się z tą nową odsłoną.

    • Serdecznie polecam spodoba Ci się skoro lubisz tę serię 🙂

  • Agata Maj Cher

    Czytałam, ale jakoś bez przekonania. Aczkolwiek dobra seria książek dla młodych czytelników

  • Mi podobał się bardzo wątek retrospekcji, Ania z przed przyjazdu na Zielone Wzgórze to jedna wielka niewiadoma.

    • Tak to prawda było to dobre uzupełnienie postaci i akcji. Pozwalał dużo zrozumieć

  • Muszę obejrzeć, to wewnętrzna potrzeba do zaspokojenia, tak bardzo lubiłam Anię, jej postać w dużym stopniu ubarwiała moje dzieciństwo. 🙂
    Bookendorfina