Być realistą i artystą? Czy to możliwe?

realizm

Realizm i artyzm ma ze sobą wiele wspólnego. Jeśli chcesz coś stworzyć czy to w pisaniu czy malarstwie to twoją inspiracją będą nie tylko przeżycia wewnętrzne ale i zewnętrzny, realny świat. Nie odkryłam tą myślą Ameryki, oczywiście, jednakże dla niektórych, nie jest to jasne. Słyszą poezja i myślą sobie, odlot, uniesienia, głowa zanurzona w chmurach. Realizm to ostatnie słowo jakie przychodzi im do głowy. Jednak, aby opisać coś tak aby zaciekawiło czytelnika, realizm jest konieczny bo trzeba coś dostrzec.  Nie powinno się moim zdaniem (każdy może mieć inne) zaczynać od wielkiej ody do miłości, tylko od opisu zwykłych rzeczy, prostych a więc realistycznych. Jest to bardzo dobre ćwiczenie dla mnie jako twórcy, wymaga nie tylko pisania o czymś zwykłym w niezwykły sposób ale także dostrzegania detali.  Poniżej przykład:

Żółte pojemniczki, bardzo nowocześnie stoją przed twoimi oknami. Wciąż zapchane, wczorajszym dniem, czekają na turkot silnika. Niedaleko gdy przyjrzysz się z bliska, dostrzeżesz krawędzie szkła, zanurzone w zieleni, tworzące unikalny witraż. W oczekiwaniu na przerwanie ciszy przeszłe i przyszłe drzewo, bawi się nienaturalnym niebieskim barwnikiem. Zastanawia się przy okazji nad tym jak to jest czuć ciepło słońca. Gdzieś w wyblakłej pamięci znajduje wspomnienie… Z tego chaosu wyłania się czerń… Zapach przechodzi obok.

Nie wiem czy wpadliście ale jest to opis opakowań na śmieci. Mogę opisywać miłość, rozstania deszcze ale także i śmietniki, ponieważ one także istnieją. Realizm można więc dobrze wykorzystać. Zarówno w pisaniu a już o malarstwie nie wspominając…

Realizm a cztery żurawie?

Uwielbiam Józefa Chełmońskiego właśnie za realizm, dostrzeganie chwili, i po prostu przedstawienie tego w tak cudowny sposób. Sam nurt malarstwa o ile mnie pamięć nie zawodzi narodził się we Francji. Jednak nie jest to ważne w tej chwili. Tylko to, że obrazy Chełmońskiego potrafiły przez swój realizm wzbudzać niemały skandal „Babie lato” przedstawiające dziewczynę na polu z bosymi stopami, wywołało oburzenie i jeszcze inne emocje. Co do samego artysty nie pojawia się tutaj przez przypadek. Uwielbiam jego cykl Żurawi. Namalował ich aż cztery. Pierwszy to „Powitanie słońca –Żurawie 1910” ostatni został niedokończony. Ale „Odlot Żurawi” choć nieco mroczniejszy bardziej przemawia do mnie właśnie swoim realizmem ale i kolorem

“Żurawie” (1910), Muzeum Sztuki w Łodzi Pałac Herbsta

“Żurawie” (1870), MNK