Impresja, czyli sztuka odczuwania?

11 styczeń 2013 rok, dzień jak każdy, czyżby? Hmm… gdyby tak było to zapewne nie umieszczałabym akurat tej daty tutaj. Właśnie mniej więcej wtedy, pomimo wątpliwości, rozpoczęłam kolejny etap w swoim życiu. Byłam sceptycznie nastawiona, nie chciałam, żadnych nowości, tylko spokoju. Jednak los miał inne plany. Chciał mnie nauczyć docenienia siebie, innych, upływającego czasu, może pewnej impresji… Zostałam, wypatrzona w tłumie i zaproszona do naszej grupy Warsztatów Terapii Zajęciowej. Nie wiedziałam, co mogłabym tam robić, nie postrzegałam siebie, jako osoby kreatywnej, z jakimkolwiek talentem (w poezję uwierzyłam później), więc szłam tam, z przekonaniem, że bycie w tłumie nowych ludzi jest lepsze niż nuda. Po raz pierwszy gdzieś mnie zawieziono, a gdy otworzyłam drzwi, do swojej pracowni (Super to brzmi prawda?) Spotkałam nowych ludzi, sympatyczną,uśmiechniętą kobietę, z zapałem w oczach i szkolny koszmar…

Od koszmaru do Moneta?
Tak dobrze przeczytaliście! Plastyka w szkole była dla mnie koszmarem, wychodziłamz założenia, że nie umiem malować, nie jestem zdolna, kreatywna, inni są lepsi a na widok martwej natury dostawałam spazmów. I zgadnijcie, co musiałam zrobić w pierwszych dniach warsztatów? Oczywiście nikt mnie do niczego nie zmuszał, no, ale przecież farba i pędzel mnie nie pokona, prawda? Praca, szczerze Wam, powiem była okropna i trzymam ją w teczkach swoich ku przestrodze aby tak nie malować.Jednak, jeśli masz dobrego ducha, który w minimetrze twojej pracy widzi jakiś sens to ty właśnie, dlatego się nie poddajesz. Następnego dnia czekało na mnie pytanie „Czy malowałam i jeśli tak to, co chciałabym namalować” Serio?! Jeden zachęcający uśmiech i siedziałam tam, wybierając obraz, stwierdziłam, że zacznę pastelami i wybrałam „Zachód słońca”-Moneta a potem dla przekory wschód malowałam już farbami olejnymi. Wyobraźcie sobie ja beztalencie malarskie, dostałam do ręki pędzel i malowałam! Z chęcią i radością!
Impresjonizm a romantyzm
Wkręciłam się w delikatność palety Moneta, przy malarstwie pejzażowym, oddanie ulotności chwili. Swobodę postaci w jego obrazach. Jeśli chodzi o ruch i eteryczność, cykl Baletnic Degasa wywarł na mnie tak niesamowite wrażenie, że namalowałam kilka baletnic z jego cyklu, tutaj opublikowałam jednak „Różowe tancerki” Dla mnie impresjonizm to taki romantyzm literacki, tylko, że na płótnie, więc jest mi szczególnie bliski. Po raz pierwszy zwrócono mi uwagę na widoki, wodę, blaski i cienie nie tylko życia, ale i słońca. Dotarło do mnie, że wieś dla malarza, też może być romantyczna, stogi siana ciekawe a pasterki piękne. Zauważyłam także, że artyści impresjonizmu polegają na własnych odczuciach chyba bardziej niż inni twórcy. Są szczerzy,  odchodzą od utartych schematów, czasem gdy patrzę na ich obrazy to mam wrażenie, że ludzie, którzy je malowali są nie tylko wykształceni, wrażliwi, ale przede wszystkim jest w nich wiele z dziecka. Impresjoniści,  zazwyczaj malowali tak jakby coś widzieli po raz pierwszy. Ja też się nauczyłam, że należy odkrywać, na nowo postrzegać, uczyć się, nie zapominać o  uczuciach przy malowaniu. (Nie mówię o technice bo takowej nie posiadam) Teraz maluję już, własne obrazy, kwiaty, zaczęłam także przekonywać się do innych technik malarskich a to wszystko dlatego, że minimetr mojej pracy był ciekawy i kilka osób pozwoliło mi uwierzyć, że mogę dziękuję nie tylko impresjonistom 😉
Obrazy “Impresja – wschód słońca” Claude Monet; “Pasterka” – Camille Pissarro