biesica
Wspołczesne legendy bytomskie

Legenda o biesicach

Wspominałam wam ostatnio o tym, że architektura może inspirować  Pod poprzednim wpisem, powstał pomysł aby to kontynuować i stworzyć cykl współczesnych legend bytomskich. Ilustracjami miałyby być zdjęcia z instagrama pewnej biesicy oraz z jej bloga Dziś mały przedsmak tego co będzie się działo w opowiadaniach a do tego, dzięki uprzejmości Teresy Ebis prawdopodobnie będziecie mogli zobaczyć co mnie zainspirowało do ich napisania.

Zamiast wstępu legenda o dwóch biesicach.

Czy wierzysz w diabły? Jeśli nie… to masz przechlapane… bo nigdy nie wiesz kiedy się zjawią. Jeśli będziesz zwykłym korposzczurkiem, nagle zechcesz rzucić swoją pracę i wyjedziesz w podróż dookoła świata, wkurzając tym swojego szefa. Nie daj Boże masz jakiś talent i kawałek Internetu! Diabły tylko czekają na ciebie! Często podrzucają ludziom najbardziej zwariowane pomysły lub same szukają partnera do swoich zamierzeń. Tak było i tym razem ale zanim ci o tym opowiem, wyciągnij filiżankę kawy…

Było zimno. Nie jest to jakieś szczególne odkrycie. Tak to jest gdy spadasz z Czarciej góry i lądujesz w małym mieście. Zastanawiała się co teraz… Jedyną jej rozrywką było wkurzanie Belzebuba, swoją kulturą osobista. Gdy zaczęła mówić nad jego uchem „ą” i „ę” dostała naganę z wpisem do akt i musiała zmienić miejscówkę. Nie będzie włóczyć się po górach! To nie ten rustykalny styl!. W kogo by się tu wcielić? Zaczęła szukać  inteligentnego, niepozornego śmiertelnika byle z talentem. Jak na życzenie po dwóch krokach, poczuła że jest odpowiedni. No to jazda!

Ciało było nawet w niezłej formie, oczy koloru szałwii, brunetka, całkiem normalna poetka tylko te dresy były tak passe… no ale może uda się coś zmienić.

Przez piętnaście lat biesica bieszczadzka żałowała swojego wyboru, nie działo się absolutnie nic, no może poza kilkoma manifestami buntu, drobnymi przekleństwami. No ale cóż to ma być. Na prima aprilis, śmiertelniczka zmienia cukier na sól… Serio?! Nuda wlekła się za nią a w uszach słyszała śmiech Belzebuba. Jednak wszystko się zmieniło gdy przyszło do niej zaproszenie na imprezę do pana Interneta, do Bytomia… Jeszcze tylko wcisnąć się w sukienkę, znaleźć motor i można jechać!

Aniołek czy może biesica?

Gdzieś na obłoczku siedziała anielica. Gdyby nie fakt, że była nieśmiertelna umarłaby z nudów. Naliczyła już milion pięćset sto dziewięćset piór na jednym skrzydle i mogła się założyć o harfę Uriela, że w drugim będzie tyle samo. Nie pasowała do niebiańskich klimatów. Swój instrument do grania, często zamieniała na aparat i fociła sklepienie niebieskie, oślepiając przy tym kilka aniołów. Nie przejmowała się tym, że w tej blond masie dziewcząt, akurat ona musiała być ruda gdyby tego było mało nie cierpiała ruszuu!

Uwaga plany…

Korzystając z okazji, że właśnie odbywała się próba chóru, postanowiła zejść na ziemię. Z gracją wylądowała obok cukierni. Nie śledziła ludzi, tylko ich przyjemności. Dzięki temu dowiedziała się czym są horrory, kryminały. Jednak nic nie przygotowało jej na odkrycie cudownych, mięciutkich, okrąglutkich pączków. Dawno już obserwowała to miejsce. Znała zapach wszystkich wypieków i porę dostawy.

Tak anielica była uzależniona! Musiała je spróbować. Schowała skrzydła do plecaka, mając na sobie ohydną sukienkę, weszła do małego sklepiku. Tak bardzo oszołomił ją gwar rozmów oraz zapach wypieków, że zrobiła z siebie kompletną idiotkę. Runęła jak długa na podłogę. Zamiast śmiechu usłyszała tylko uprzejme:

– Coś podać? Mamy świeżo upieczone pączki z czekoladą i z lukrem? – Spojrzała w górę za ladę i ujrzała słodkie pyszności, jednak nie miała czym zapłacić. Jedyne co miała przy sobie to aparat i lira. Tego pierwszego było jej szkoda. Patrząc wciąż na sprzedawcę zamrugała i używając swojego uroku, wcisnęła mu do ręki instrument. Miała właśnie zatopić swoje ząbki w lukrze ale usłyszała: Piorun… Szefu jedyny już się dowiedział. Zamknęła oczy, wiedziała, że wyląduje na dywaniku, anielskim ale jednak… Kilka piorunów później…

– Gdybyś chociaż była ciekawa ludzi ale nie! Ty opuszczasz niebo z powodu lukrowanych krążków… – Uriel krążył po cumulonimbusie a jego skrzydła drżały z irytacji.

– To pączki – bąknęła niepewnie, nikt jej jednak nie usłyszał

…znieważając tym wszystkie anioły. A poza tym gdzie twoja lira? –Uriel był przeczulony na punkcie instrumentów grających, dlatego wiedziała, że jeśli był zły wcześniej to teraz był wściekły.

-No wiesz… – Zapłaciłam nią za pączki?

-Co?! Dość! – Kolejny grzmot i ból. Gdy otworzyła oczy wrzasnęła tak głośno, że szef  wszystkich szefów musiał to usłyszeć. Spadała i nie miała skrzydeł… Nie myślała o niczym konkretnym poza tym, że w swoim nieśmiertelnym, życiu nie zdążyła zjeść tego lukrowanego cudu…

Biesica spełniła wszystkie wymagania imprezy. Naprawdę się starała. Zrobiła sobie stronę na wordpressie. Przygarnęła nawet kota! Mimo początkowej niechęci, pozwoliła mu wleźć sobie do głowy. Nie wiedziała, jednak o tym, że prześladuje ją pech. Najpierw oczko w rajstopach, zepsuty zamek w sukience.

Kiedy w końcu wyszła z mieszkania odkryła gumę w swoim motocyklu. Jakoś tak się złożyło, że w drodze do Bytomia nie spotkała żadnego męskiego osobnika. Musiała sama wymienić koło, sukienka była ubrudzona gorzej niż wtedy gdy czyściła kocioł w piekle. Wiedziała, że tak nie może się udać na tą imprezę.

Między wkurzaniem się a biadoleniem, zobaczyła spadający obiekt. Nie był to na pewno meteoryt, jej diabelska intuicja mówiła, że znowu kogoś wywalili, tylko tym razem nie z piekła. Nie ważny był fakt, że od celu dzieliło ją tylko kilka kilometrów. Już była brudna, wkurzona i miała zepsuty motor.

Będąc w takim stanie nie nadawała się do niczego. Mogła równie dobrze porozglądać się w okolicach elektrociepłowni. To miejsce miało nie tylko trzy kominy ale i historię… Czuła te wszystkie dusze… Gdyby mogła się czegoś dowiedzieć…

Podeszła bliżej. Po kilku chwilach usłyszała…

– Nie, tylko nie to! –. Stała tam anielica. No bynajmniej coś co nią było. Stworzenie było rude i nie miało skrzydeł, jednakże tylko anioły, mogą się tak tandetnie ubierać. Matko ten róż bił po oczach!

– Nie wiem kim jesteś ale proszę powiedz, że masz jakieś ciuchy?

– Nie pomagam zazwyczaj niebiańskim wyrzutkom ale weź to… – rzuciła jej swoją czarną kurtkę…

Gdy rudzielec się okrył, musiała zapytać: Co robisz tutaj?

– Wkurzyłam Uriela?

– Co?! Tego gościa z trwałą ondulacją?! Rąbnęłaś mu harfę?!

-Nie… – chociaż, za te ciuchy mam na to ochotę. Poza tym zgubiłam swoją lirę, łaziłam po kamienicach, no i po pączki!

-Słuchaj może ten dzień nie jest jeszcze taki stracony, miałam inne plany ale niech tam, oprowadzisz mnie po mieście?

-Będzie ciekawie! Biesica i upadły anioł!

– Konkretnie to dwie diablice. To miasto nas nie zapomni! Wracając do interesów… Prawie zderzyłaś się z tym kominem… To może sprawdzimy co ukrywa ta stara elektrownia? W końcu lubisz pioruny…

Niedługo kolejna część. Tymczasem polecam wam zdjęcia i bloga T.M.Ebis tam znajdziecie więcej tych inspirujących perełek.

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze