Liść- niewolnik jesieni?

 

23 września obchodziliśmy pierwszy dzień jesieni. Nowa pora roku to nowe wyzwania, wrażenia, emocje. Jesteśmy zazwyczaj naładowani pozytywną energią po wakacjach i mamy ochotę działać więcej, lepiej. W tak kolorowym otoczeniu nie sposób się nie uśmiechać lub nie działać twórczo. Jeszcze gdy do tego dodamy zapach jabłek, cynamonu, kasztany i nowe seriale w telewizji to w zasadzie można powiedzieć, że nic tylko kochać jesień! Jednak nie jest tak miło bo ona jak każda kobieta ma dwa oblicza (ta pora roku, przez to, że jest tak barwna kojarzy mi się z nami kobietami)

Jesień jak kobieta?
Tak właśnie jak kobieta, piękna kolorowa, posiadająca niezwykły urok i zapach. Koniecznie ruda i z zielonymi oczami, długą spódnicą a’la hipisi o czym pisałam rok temu i przede wszystkim mocnym charakterem. Zmiennym a jakże. Jednego dnia gorąca wabiąca błękitem tak podobna do lata, drugiego zimna, oschła, z wściekłością przewracająca liście po lesie.

 

Liść piękny niewolnik?
Co do liści uwielbiam ich kolor, kształt. Jesienią właśnie są najpiękniejsze, szczególnie te od klonu. Zieleń jest dla mnie zbyt oczywista. Ta pora roku wspaniale zmienia ich barwy. Zresztą mieszkam w Bieszczadach, więc mam na to wspaniały widok, jedne z piękniejszych pejzaży można ujrzeć tutaj właśnie teraz. Jednakże
taki liść jest zdany na łaskę i niełaskę wiatru jak mu zawieje taki będzie jego los. Dlatego nazywam ich pięknymi niewolnikami jesieni tęskniącymi za latem.
Więc im właśnie poświęcam wiersz, a co! Tego jeszcze tutaj nie było.
Liść
odchodzisz-
jak zawsze
otoczona
wiankiem ptaków
ja
zostaję –
owinięty
mgłą
już tęsknię…
przeglądając
się
w
jeziorze
widzę
twój promienny
uśmiech
wiatr
dotykiem
dodaje
lat
gdy
powoli umieram
wspominam
zieleń
twoich oczu