Wolność pełna hałasu i milczący Piłsudski?

Dlaczego trzymam filozofię za rękę, właśnie dziś? Przecież mamy dzień niepodległości, święto państwowe. Wymagające od nas Polaków, abyśmy pamiętali, że po 123 latach odzyskaliśmy niepodległość. Oglądałam defiladę z pewną melancholią, rozrzewnieniem. Burzyłam się, gdy widziałam konie, spętane w równym szyku, uczestniczące w obchodach święta, którego nie rozumieją. Idealnie zapleciona grzywa, odpowiedni chód i wykonywanie rozkazu. Ech… Święto ku wolności a tu konie biegnące jak po sznurku tylko ja się pewnie czepiam? Było tak przecież od wieków. Proszę, pozwólcie mi dzisiaj. Jakoś tak mi melancholicznie się zrobiło, gdy zobaczyłam pomnik Piłsudskiego w tej telewizji. Przypomniałam sobie, że ten człowiek nie chciałby obrazu takiej Polski. Nawiedzonych polityków, protestującego ludu i całej tej brzozy. Wyobraziłam sobie, jak wjeżdża do Warszawy i robi kolejny przewrót majowy, wyklinając wszystkich po kolei. (umiał to robić rzęsiście, kwieciście i pięknie) Wiecie co i ja też miałam ochotę tak sobie poużywać języka, gdy patrzyłam na te konie na tle jego pomnika…

To już jest koniec, piękna przyjaciółko to już jest koniec. Moja jedyna przyjaciółko, koniec,  koniec naszych rachub niespełnionych, koniec tego, co trwa nieporuszone nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec

Nowy etap

Wolność, demokracja jak każda piękna idea może być uszkodzona, jeśli nie jest rozumiana. Muszą ją przygarnąć ludzie, którzy wiedzą, o co w niej chodzi, jak dobrze wytłumaczyć ją innym, aby nie szkodziła, ale działała z korzyścią dla każdego wokół. Jednakże mało jest tych, którzy wiedzą. Ci, którzy pojmują więcej niż inni, nie chcą pchać się w formę władzy. Niewiedzący siedzą w swoim politycznym sosie i udają jakąś mądrość, czasem zmieniając smak. Na nieco pikantniejszy. Bo ludzie przetrawią, kolejną nieświeżą kaczkę z miksem sałat. Dlaczego tak, zazwyczaj nie poruszam tematów politycznych, piszę bardziej osobiście (post miał wyglądać zupełnie inaczej) Jednak te konie wciąż mam w głowie. Żeby była jasność nie pierwszy raz oglądam defiladę, ale pierwszy raz zdałam sobie sprawę z tego szczegółu. To, co dla jednych jest końcem dla innych początkiem.

na szarym bruku
pasie się dziś
nasza wolność –
przeżuwając mądre słowo
bez wyrazu
spogląda na pomnik
niedaleko stańczyk
oparty o brzozę
gra na źdźble trawy
smutną pieśń
o ostatnich dzikich koniach
PS: Przepraszam za brak tytułu, patetyczność (jeśli jest) i późną porę no ale konie urządziły sobie defiladę w mojej głowie. Cóż poradzić 😉