cynamon
Felietony

Inspirujący cynamon

Ciesząc się jeszcze wakacjami, czytam różne książki, piszę dosyć dużo bo wiem, ze październik będzie dosyć intensywny. W moje ręce wpadają rożne gatunki literackie. Przeczytałam polską fantastykę, coś ala zmierzch ale o niebo lepsze bo rodzime, może nie aż tak tandetne. Połykam klasykę kryminału (dziękuję panie Holmes) a dzięki pewnej rudej kocicy czaję się na następny kryminał z budowlami w tle. Poezji zabraknąć nie mogło. Dostałam w prezencie jeden tomik i oczywiście pojawi się recenzja. Jednak teraz chcę wspomnieć nieco bardziej o jednej z książek, która zostanie w mojej głowie już na stałe.

Otwieram sklep z dobrą literaturą, kto chętny?

Brunon Schulz i jego „Sklepy cynamonowe” to klasyk literatury i aż wstyd się przyznać, że sięgnęłam po niego dopiero teraz. To skromny zbiór opowiadań. Nie porywa ilością stron, jednakże, tutaj każde słowo jest w odpowiednim miejscu. Tak aby czytelnik powoli odkrywał elementy układanki, którą mistrz rozkłada przed nami. W tej książce każdy tekst można czytać oddzielnie ale i razem, bo łączą je bohaterowie i miejsce akcji. W zasadzie Schulz prowadzi nas przez labirynt znaczeń, symboli.  Możemy wybrać różną drogę iść w prawo (przeczytać całość) w lewo (przeczytać kilka) bądź prosto (wybrać jedno, co szczerze byłoby barbarzyństwem)

Cynamon na obrazie?

Ta książka jest jak dobry obraz na początku nie wiemy nic ani dlaczego tytuł, skąd cynamon, później ptak a wreszcie traktat o manekinach? W trakcie czytania Schulz maluje przed nami scenę pełną znaczeń, odniesień, kolorów. Można nawet powiedzieć, że jest to takie 3D literatury. Szczerze. Czytałam tą książkę kilka razy, bo miałam wrażenie, że czytam czasem nie prozę a poezję i właściwie tak było:

„W półciemnej sieni ze starymi oleodrukami, pożartymi przez pleśń i oślepłymi od starości, odnajdowaliśmy znany nam zapach. W tej zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie życie tych ludzi, alembik rasy, gatunek krwi i sekret ich losu, zawarty niedostrzegalnie w codziennym mijaniu ich własnego, odrębnego czasu. Stare, mądre drzwi, których ciemne westchnienia wpuszczały i wypuszczały tych ludzi, milczący świadkowie wchodzenia i wychodzenia matki, córek i synów – otworzyły się bezgłośnie jak odrzwia szafy i weszliśmy w ich życie. Siedzieli jakby w cieniu swego losu i nie bronili się – w pierwszych niezręcznych gestach wydalinam swoją tajemnicę. Czyż nie byliśmy krwią i losem spokrewnieni z nimi?

To jest tylko fragmencik ale doskonale obrazuje co mam na myśli. Nigdy nie byłam nie jestem nie będę Brunonem Schulzem ale zapamiętam tą noc i to uczucie inspiracji i to pytanie „Co trzeba sobie myśleć i widzieć aby tak dobrze pisać?”

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze