poeta
Felietony, Piszę

Emocjonalny poeta – internetowe wieści ukryte między memem a gifem

Piszę to, ku przestrodze mojej, waszej ale także aby się wyżyć emocjonalnie. Facebook ma dwie strony dobrą i złą, to nie tylko śmieszne wiadomości, grafiki z politykami. W tym napływie wiadomości nie zdążysz na czas odczytać tej właściwiej wiadomości i pokazuje ci się ona zbyt późno. To tak jakby dostać telegram o śmierci kogoś dla ciebie ważnego, ale wiesz że zanim skończysz czytać jest już po pogrzebie. Jedyne co mogę zrobić to napisać tych kilka słów, ku własnej uldze.

Internet dał początek naszej znajomości i tutaj się ona zakończyła. Dosyć niespodziewanie. Wszystko jest jeszcze dosyć świeże. Nie mogę się pogodzić z wieściami, piszę o tym bo on by tego chciał. Ale dla jasności zaczniemy od tego, że oboje tworzyliśmy wiersze. Ja nazywałam go poetą on nie lubił tego słowa, podobnie jak i ja nie lubię. Ustaliliśmy więc, że tworzymy i to wtedy kiedy mamy ochotę. Nie mieliśmy nawyku pisania. (Dziś już wiele się u mnie zmieniło) On tworzył po nocach, w swoim zeszycie, ja raczej na luźnych kartkach lub na komputerze. Dzieliła nas estetyka, odległość. Połączyła podobna sytuacja życiowa, poczucie humoru, samotność i poezja.

Poeta a rzeczywistość…

Nigdy nie widzieliśmy się w realu, nie zdążyliśmy ale mieliśmy takie plany. Dziś pewnie byłby zadowolony z faktu, że powoli zmieniam swoją rutynę. Namawiał mnie do tego. Przymierzam się do kupna nowego wózka, który da mi jeszcze więcej samodzielności. Chciałam do niego o tym napisać… tak bardzo… Nie zdążyłam…

Dziś rano pomiędzy jednym głupim memem a powiadomieniem z grupy zobaczyłam nekrolog o jego śmierci. Był to cios jak obuchem w głowę. Był dla mnie kimś ważnym i choć życie jest życiem. Pisaliśmy do siebie z różną częstotliwością to dał mi kawałek siebie, swojego serca i czasu. A ja po prostu dowiaduję się o jego odejściu przez portal społecznościowy. To boli.

Jak już pisałam spotkaliśmy się w sytuacji, dla mnie komfortowej byłam po jednym z wieczorków autorskich w Czarnej Dolnej, niestety nie mógł na nim być ale mieliśmy wspólnego znajomego, więc się odezwał. I tak od słowa do słowa. Pokazywał mi swoje wiersze. Prosił o ocenę. Nie lubię tego robić, bo kim jestem aby wydawać wyroki. Na początku byłam nieufna tak jak i on. Życie go doświadczyło nie tylko uczuciowo ale i zdrowotnie. Połączyła nas nić zrozumienia i empatii. Nazywałam go diabłem a on zwykł o mnie mówić „anioł bez skrzydeł”. Jego poczucie humoru takie było. Czasem mimo złego dnia pisałam do niego i śmiałam się do łez. A anioł no cóż? Po kilku ciężkich dniach stwierdził, że jestem jego aniołem, jednak sknociłam kilka spraw więc stwierdziłam, że nie przez przypadek odebrali mi skrzydła.

Zachęcałam go do wydania wierszy. Bardzo się ucieszyłam gdy tomik rzeczywiście się ukazał. Teraz gdy mam tą książeczkę w rękach płaczę… Prosił abym nagrała jeden z jego wierszy, zrobiłam to. Nigdy nie opublikowałam ostatecznej wersji, bo zawsze coś stawało na przeszkodzie a to komputer się zepsuł a to moje studia zawracały mi głowę… Wszystko ważniejsze… Żyjemy sobie w swoim szybkim tempie. Zatrzymajmy się proszę. Czasem może być za późno. Tak jak dzisiaj.

To fragment wiersza z jego tomiku:

„Gwizd, świst i bum

Spadł anioł z nieba

Dlaczego go tu wysłano?

Może był niepokorny?

Lub zapomniał skrzydeł,

Czy też jak się lata?”

 

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze