góra
Piszę,  Zapiski

Góra Grzechu – wierzchołek całości.

Zniknęłam, z blogowego życia, od czasu do czasu publikowałam coś w swoich facebokach (jak mówi moja babcia) bo wypada, żeby nie zapomnieli, że ktoś taki sobie tam istnieje i od czasu do czasu pisze. Miałam górę pomysłów, tylko pytanie co z tego. Zgubiłam to co najważniejsze autentyczność. Uświadomiłam to sobie czytając post na jednej z grup. Nie chodzi o to, że wymyślałam sobie cudowne, życie jak te wszystkie gwiazdy z instagrama, no nie, bo i nie mam takiego apartamentu i figury. Photoshop nawet tu by nie pomógł, ale ukrywałam emocje, a jest to najgorsza rzecz jaką mogłam zrobić. Nie wiedziałam, czy wypada pisać po prostu o tym, że nie zawsze mi się wiedzie, że czasem jak to mówią, piszę uszami i zapominam słów ze zmęczenia. Pewnie jak każdy. Jednak, wolałam nie mówić o tym co się działo, a było tego sporo. Jako autor blogowy, straciłam też pomysł na siebie. Nie ogłaszam planów nie obiecuje nic, w głowie coś mi się klaruje, ale czy to znowu nie będzie słomiany zapał… Nie wiem. Po prostu napiszę, zobaczymy co myślicie o tym. Pomysł powstał już dawno bo motyw ten pojawiał się już tutaj

Góra – scena któraś tam…

„Jeśli dwie osoby ci mówią, że jesteś koniem, kup sobie siodło, a jeśli zrobi to trzecia, zacznij wreszcie galopować, do cholery!”  – Tata

Godzina 15.46, jakiś wtorek. Dni płyną zawsze tak samo, minuty niepostrzeżenie uciekają przed kolorem. Ona nie ma tego szczęścia, musi zawrócić, aby nie wywołać jeszcze jednej rewolucji „Dzikich łez”.

Zniecierpliwienie usiadło na zębach, wypuszcza tą emocje nosem, próbuje zachować się dojrzalej. Sytuacja krytyczna, wszystkie rady siedzą w kącie.

Topaz spotkał równie twardy szmaragd. Uśmieszek, zakończył grę w dorosłość. Pomiędzy mleczną bielą, widziała grzechy o których chciała dawno zapomnieć. W tamtej chwili była znowu dziewczynką z warkoczami.

U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki przędą sobie przędą jedwabne niteczki… góra szmat ociepla prawą stopę, głos w tle śpiewa coraz szybciej. Mimo drżenia z dołu, nadal kontynuuje swoją pracę, musi kiedyś skończyć swój kolorowy szalik…Wie, że Ona przychodzi nocą…

***

Spojrzenie kieruje na Górę Grzechu. Niestety wciąż istnieje, dumnie wznosi się nad horyzontem, jej wapienne zbocze straszy ją od wieków. Wydaje się ją osądzać z wysoka a wyrok nie jest złagodzony w żaden sposób. Wydawałoby się, przez chwilę, że nawet ona jest zniechęcona od lat tym samym rytuałem. Ścieżki prowadzące na jej szczyt są wypełnione, nędzą i apatią. Po drodze rozdarte ścięgno informuje każdego kto idzie, że nie ma wyboru, musi patrzeć przed siebie, pomoc to takie obce słowo w tym świecie. Nie powinna się zatrzymywać i rozmyślać, zamiast iść szybciej, zaczyna się denerwować. Ludzkie sentymenty, przyczepiły się do butów. Obok jej zakapturzonej głowy znajome bakterie manifestują oburzenie:

– Jeden, dwa, trzy, – uśmiechnęłaby się, gdyby było to fizycznie możliwe, świst i łopot skrzydeł utwierdza ją w przekonaniu, że władza ma się dobrze. Koncentrując się przykłada kościste dłonie do mięśni…. Kobiecy krzyk jest jedyną odpowiedzią.

Oko nie widzi sensu, jest teraz samo. Powieka próbuje je otulić pocieszająco, ale tym razem to nie wystarczy. Gdy wykonuje ten matczyny gest, widzi ją. Wraca. Jej obecność skrapla się na rzęsach.

Czerwień.

Przez język biegnie myśl. Ogląda się za siebie, licząc na to, że Rozsądek, Odpowiedzialność zatrzymają ją w ostatniej chwili, jednak potykają się o ósemki. Jeszcze ostatni zakręt i stoi na skraju przepaści, wrzeszczy, ze strachu:

– Ty gówniarzu nie śmiej się!

Pięć słów. Cisza, pęknięty topaz.

Metropolia zasypia.

Dziewczyna wraca do pokoju. Na martwym drewnie góra nijakich rzeczy. Między łzą a złością stwierdza, że jedyne co lubi to lampa i zeszyty w których pisze. Tak niektóre drobiazgi są warte inwestycji. Przegląda stare zapiski. Widzi tą niepewną dziecięcą rękę, odnajduję na linijkach wiarę w marzenie. Postanawia, że posłucha tej ostatniej rady, ale założy własną stadninę.

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania