mniejsza wersja tytuł
Kategoria-wpisow,  Zapiski

Mniejsza wersja – czyli ważne rozmowy

Godzina jest wystarczająco późna, aby powieki lepiły się do siebie, ale odpowiednio wczesna na rozmowę ze sobą. Jest to szczególny rodzaj dialogu, wymagający skupienia, ciszy i uwagi. W tych chwilach mam czas dla młodszej – mniejszej mnie.

Zastanawiam się jak ją opisać, czy w ogóle ją wyciągać z głowy. Jednak od pewnego czasu określone tematy i myśli domagają się uwolnienia, czy to w formie wiersza, czy zapisków. Jesteśmy razem w konkretnym punkcie i nie możemy się już cofnąć… A więc od początku…

Mniejsza wersja nie znaczy głupsza ale bardziej uparta

mniejsza wersja

Młodsza wersja mnie ma oczy o dziwnym kolorze, w rodzinie mówiono, że jest to przestrzelona słońcem szałwia krążyła także opowieść, że gdy pojawiłam się na świecie miałam węgle zamiast źrenic. Z upływem lat obcy ludzie stwierdzali, że ukrywam ich prawdziwą barwę pod pierzyną smutku. Myśli, zbyt dojrzałe jak na ten wiek oplatałam kasztanowymi włosami. Nie opowiadałam o sobie, wolałam pisać o świecie.

Im mniej wierzą tym lepiej

Nie było to łatwe zadanie, z trudem poznawałam kształty liter, wmawiano mi, że pisze tak źle, że nikt poza panią w szkole tego nie odczyta. Ja jednak byłam uparta, nie pozwoliłam sobie mówić, że niekształtny znak na białym papierze może być przeszkodą w wyrażaniu myśli. Prawdopodobnie jak na swój wiek byłam zbyt poważna, chociaż w wakacje gdy byłam poza szpitalem pozwalałam sobie być dzieckiem. Co do myśli czułam, że wszystkie stoją w kolejce, jak za tych czasów o których opowiadali rodzice i wykłócają się o prawo pokazania się na papierze podpartym dziecięcą linią.

Nie chciałam prowadzić dziennika, zbyt wiele się działo jednakże żyłam tu i teraz, wyznaję tą zasadę również obecnie. Czasami jest trudniej gdy przeszłość trzyma za nogę a niepewność za rękę ale walczę. Właśnie z tego powodu nie mam żadnych zapisków z dzieciństwa, jeśli nie liczyć wspomnień w głowie no i innego gatunku „twórczości”

Mniejsza twórczość – ważny czas

Pierwszy raz coś powstało pomiędzy lizolem a ascetyczną bielą ścian. Wynikało to z przekonania, że ojczysty język, chroni przed zimnem łacińskiej diagnozy. Czas utknął, musiałam się czymś zająć skoro nie miałam na nic wpływu. Słowa są niczym koty, przychodzą swoimi drogami we własnym tempie. Nie miałam jeszcze na nie sposobu. Jedyne co mogłam zrobić to czekać. Pierwsze zapiski brzmiały tak: „Zielone spojrzenie zmieszało się promieniami zachodzącego słońca. Dostrzegł jak pomarańcz łączy się z granatem…”

Mini debiut

Były też wiersze, nawet „wydałam” swój pierwszy tomik drukując „wiersze” na domowej drukarce i służbowym papierze mamy. Miałam wtedy 11 lat i oddałam je do recenzji przyjaciółce rodziny. Te „wiersze” wrócą do mnie 19 lat później. Teraz są miłą pamiątką.

Mniejsze, większe kłótnie

Z czasem „mini ja” zaczęła o sobie opowiadać, jednak pierwszy dialog między nami był trudny, pełen oskarżeń, łez. Ta mniejsza wersja nie miała oporów, ból pozbawił ją wyższych uczuć. Tworzyła nowe emocje i obrazy, ostrzegała w pewnym momencie prosiła. Prawdopodobnie ta alegoryczna szkoła życia była mi bardzo potrzebna. To właśnie to dziecko, przeprowadziło mnie drżącą i ślepą na wszystko co było po drodze przez białe miasteczko i jestem mu za to wdzięczna a także za to, że nie posłuchało tych „dobrych rad”. Gdybym wtedy chciała być perfekcyjna, nie byłoby mojej obecnej pasji i po prostu mnie.

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania