Inspiracje

muzyka nocą – czyli łajba z chmur

Kiedy ważna jest dla mnie muzyka? Wtedy gdy mam ciężki czas lub gdy piszę. Teraz jest ten pierwszy wypadek. Wiecie, życie bywa różne raz z górki, pod górkę a innym razem po prostu nawet nie idziesz żadną drogą. Po prostu stajesz i patrzysz jak inni cię mijają. Zastanawiasz się w czym tkwi problem, dlaczego ludzie przyśpieszyli ten świat tak bardzo, że się spóźniasz ze wszystkim, że nie możesz niczego zrozumieć, masz wrażenie że nie wyrobisz się na zakręcie. Czasem jesteś jedyną osobą w otoczeniu, która logicznie myśli i nie może zwariować. Wydaje się, wtedy, że nastąpiło jakieś zbiorowe zdziecinnienie. Ty jesteś jedyną dorosłą osobą i to od twoich decyzji zależy następny dzień. Gdy mam takie chwile szukam ukojenia w muzyce. Wtedy zawsze jest tak, że szukam czegoś co współgra z moim sercem i emocjami.

Super zmysł?

Nie wiem czy ja mówiłam Wam ale mam wyczulony słuch i w zasadzie głosy ludzi potrafią mnie drażnić albo sprawiać przyjemność już po pierwszej sylabie. W zasadzie nie liczy się dla mnie wygląd człowieka a jego brzmienie. Częściej mówię „miło cię słyszeć niż widzieć”. Potrafię określić kiedy mama wraca ze spaceru tylko po dźwiękach jej kroków. Dlatego wszystko co wydaje dźwięki a nie drażni jest ważne. W zasadzie maszyny budowlane, mikrofony piszczące, strojące się są zabójstwem dla ucha. Jednak poza tym każda muzyka jest akceptowalna. Wszystko zależy od nastroju i dnia.

Wracając do myśli z akapitu pierwszego na ciężki czas potrzebuję kojącego, ciepłego głosu i wcale nie chcę się wysilać na tłumaczenie angielskich piosenek aby zrozumieć przekaz. (chociaż czasem emocja w utworze jest tak silna że nie jest to konieczne) W ten sposób znalazłam Piotra Lisieckiego i jego „Latawiec” Jest to zaledwie fragment piosenki a szkoda bo to tak jakby ugryźć jeden kęs dobrego tortu i tylko tyle, bo reszty nie można z powodu diety. Pobudzony żołądek chce jeszcze i jeszcze a ty sfrustrowany zapijasz wodą pyszny smak albo przełączasz na wiadomości, żeby tylko nie myśleć o tym co przed chwilą jadłeś. Nie przedłużając wrzucam Wam tutaj ten fragment nigdzie nie znalazłam całości a naprawdę nie chcę artysty okradać. Sam Piotr jest nazywany polskim Orfeuszem za śpiewanie utworu Anny German “Tańczące Eurydyki”.

Dlaczego akurat ta muzyka?

Piaskowy, spokojny głos, ciekawy akompaniament, który faktycznie pasuje do tekstu i buduje klimat i w końcu tekst. Te przenośnie… Ech to jest naprawdę wisienka na moim ciastku, lubię takie klimaty, widzicie w “Sztukmistrzu” też jest klimat ale już nieco prościej i czasem banalnie a “Ikar” przynajmniej dla mnie nie jest niczym odkrywczym. Może dlatego, że dużo było tych Ikarów. Wszędzie był i zwiedził literaturę i malarstwo teraz muzyka… a jak to mawiał klasyk rocka  anioły mają gdzieś żywych…

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze