Nanowrimo
Piszę

Nanowrimo – wielka bitwa krytycyzmu i perfekcjonizmu.

Wiedziałam, że Nanowrimo, nie będzie łatwą sprawą. Nie chodziło bynajmniej o napisanie wymaganej ilości znaków, w wymaganym terminie tylko o coś innego ale po kolei…

Dwa razy próbowałam, pisać w tym czasie, jednak raz mi się nie udało z przyczyn zdrowotnych a raz rodzinnych. No bywa. W tym roku, mówię: próbuję. Zresztą zachęciły mnie dziewczyny z grupy: Pisarskie Olśnienia (Świetne miejsce). Wiedziałam, już jak założyć profil na stronie, miałam nawet okładkę, tytuł, nic tylko pisać.

Projekt był rozpoczęty kilka lat temu, w różnych miejscach. Na komputerze, w brulionach różnej grubości i głowie. O Nano myślałam już we wrześniu, więc odpowiednio wcześniej, wszystko wydawało się sprzyjać. Nawet rodzinka dopingowała. Ale nie przewidziałam jednego…

Nanowrimo – starcie 1

Własnego ultraperfekcjonizmu. Włączyła mi się gadzina gdzieś w październiku i nie chciała odpuścić. Walczyłam więc o każdą literę, kropkę czy przecinek. Byłam zirytowana, wściekła i głowę miałam ciężką niczym kula armatnia. Nie sypiałam, bo ciągle dręczyła mnie myśl: POPRAW TO; POPRAW TAMTO! Był to straszny czas.

W końcu nadeszła godzina zero, 1 listopada. Na początku, nie było tak trudno, wklepałam to co już miałam, poprawiłam, poprawki i wystukałam dzienną normę. Cały czas na lewym barku Pan perfekcyjny mnie wkurzał swoimi uwagami na temat błędów w interpunkcji. (Przecież to nie ma sensu w czasie nanowrimo)

Nanowrimo – starcie 2

Z kolei w połowie miesiąca dołączył do niego Nanokrytyk. Mówiąc, że wszystko co napisałam do tej pory nie ma sensu, nie łączy się ze sobą w logiczną całość i jest tylko zlepkiem scen.

W końcu mając ich obu na karku, przestałam dbać o jakiekolwiek pozory, że wyrobie się w wyznaczonym terminie. Siadałam i pisałam. Płakałam i śmiałam się do siebie, przypominając niezbyt zrównoważoną psychicznie. Jednak gdy widziałam kolejne sceny (wciąż niepasujące do siebie) to uwalniały się moje „biesy” i zrozumiałam, że mam w nosie Krytyka.

Nanowrimo – kto wygrał?

Morał z nanowrimo jest taki: Nie zdążyłam z wyzwaniem, nie dobiegłam do tej mety, ale idę nieco okrężną drogą, zbierając ze sobą wszystkie biesy. Wszystko to będzie bardziej moje niż przypuszczałam i mam wrażenie, że nie mogę już tego zatrzymać, więc idę dalej, mimo, że listopad się skończył. Pod rozdartą sosną zostawiłam nadąsanego Krytyka i Pana Perfekcyjnego. Jednak wiem, że wrócą. Gdybym miała, słuchać tylko krytyków, nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. Nie byłoby pasji, studiów, nowej pracy, kolejnych etapów w życiu.

Książka zbyt mocno siedzi w głowie, żeby ją przerwać i zbytnio się napociłam, żeby teraz zrezygnować, więc trzymajcie kciuki, bo mam wrażenie, że to dopiero pierwsze starcie z Panem Perfekcyjnym, a Krytyk jeszcze mnie kopnie kilka razy zanim dojdziemy do porozumienia. Tymczasem macie tutaj fragmencik

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania