Kot
Felietony

Nieprawdziwy wyjątkowy kot?

Od dziecka lubiłam zwierzęta, nie zawsze mogłam stwierdzić, czy ta miłość była odwzajemniona, (przypadek rybki) ale starałam się swoim pupilom jak najlepiej okazywać uczucie i stworzyć odpowiednie warunki do życia. Będąc, osobą niepełnosprawną nie mogłam wykonywać przy zwierzakach wszystkich czynności. Nigdy nie wyprowadziłam samodzielnie ani jednego ze swoich dwóch psów (dobrze jechałam obok nich liczy się?). To nie wszystko. Kiedyś miałam chomika, nieźle się bawiłam wymieniając mu trociny ale nie było mi już tak bardzo do śmiechu kiedy musiałam wysłuchiwać wykładu mamy i sprzątać zawartość klatki z podłogi. Nie zapomnę też jak w ramach rehabilitacji jeździłam na koniu, nie był on oczywiście mój ale powiedzmy, że to wspomnienie oprócz tych momentów spędzonych z psami jest najbardziej pielęgnowane. Może aż za bardzo, bo jest już czymś idealnym i nie wiem co jest w mojej głowie tylko wspomnieniem a co  marzeniem dziecka. Pozostańmy więc przy tym, że siedziałam w siodle na łaciatym koniu.

Kot i pies…

Może to dziwne jest, ale koty kojarzą mi się nie z dostojnością nawet nie z charakterną dzikością ale z domem mojej babci na wsi. Miała ona wiele tych zwierząt. Za ciocią, chodziło zwykle całe stado, to prawda, że każdy miał inną osobowość, przyzwyczajenia. Jeden był domowym pieszczochem, inne wręcz przeciwnie. Pamiętam gdy wkroczyłam ze swoim labradorem na ich teren od razu miał kotkę na głowie. Była najstarsza i dosłownie rządziła trzema facetami. Widząc to stwierdziłam, że żeby mieć to zwierzę też trzeba mieć charakter…

Dlaczego mam kota w głowie?

Lubię koty, jednak nie wiem, czy nadążyłabym za nimi. Nie umiałam sobie poradzić z chomikiem to co dopiero z kotem, który jest całą osobistością. Co do psów, odpowiednia rasa załatwia, połowę problemu, miałam owczarka szkockiego i był bardzo łagodną przylepą. Ale później sobie wydumałam labradora, był to także kochany zwierzak ale bardziej wymagający niż słynny „Collie”. Potrzebował przestrzeni do biegania, rzeczy do gryzienia nawet gdy nie był szczeniakiem, pilnowania diety. Miał temperament łowcy… Mama moja uprawiała z nim regularny slalom gigant połączony ze sprintem a raz nawet trafiła do bramki zamiast piłki, bo tę pies miał w pysku… Przygód mieliśmy z nim dużo i jest wiele wspomnień. Nawet założyłam pierwszego bloga na ten temat opisując jego perypetie.

Bardzo przywiązuję się do zwierzaków (nawet rybek) i stwierdziłam, że nie chcę mieć już żadnego, oprócz kota w głowie, który raczej zostanie tam na stałe. Jest mój, ma charakter dopasowany tylko do mnie, znam jego fanaberie. Wiem kiedy chce jeść co lubi a czego nie. Kiedy zacznie drapać, a kiedy mruczeć. Szkoda tylko, że nie czuję pod palcami, jego miękkiego futra.

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze