bogowie
Piszę, Wspołczesne legendy bytomskie, Zapiski

O czym myśli bóg na ulicy Jainty 15 – opowiadanie

Dużo, rzeczy już mnie inspirowało: natura, powieści, muzyka, fotografie, malarstwo, rzecz, ale jeszcze nigdy nie była to architektura. Od dawna obserwuje zdjęcia na blogu Bies bytomski i chociaż każde z nich jest perełką to dopiero te z kamienicy Jainty 15 w Bytomiu wywołały we mnie potrzebę napisania czegoś dłuższego. I tak oto powstało coś takiego:

Greccy bogowie po bytomsku

Czy chciałeś być kiedyś bogiem? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to nie polecam Ci tej roboty. Dzięki mitom wszyscy myślą, że jedynym naszym zajęciem są kłótnie, dramatyczne wejścia w najgorszym momencie i wtrącanie się do życia ludzi. Nikt nie wziął pod uwagę, że czasem bogowie pracują. Należę do tych, którym nie wystarcza doby na wykonywanie wszystkich zadań. Jakby to powiedziała dzisiejsza młodzież mam niezłą fuchę: correspondence assistant gods. Uważam, że tak jakoś lepiej brzmi, niż boski listonosz, wróć posłaniec…

Nie jestem poważnym bogiem. Uwielbiam płatać figle, zabrałem wujowi Posejdonowi trójząb, ciotce Herze grzebień a mojemu ulubionemu braciszkowi stado krów! Za to wszystko wykopali mnie z Olimpu, no w każdym razie jakoś nie żałuję. Mamy bogów dosłownie od wszystkiego, więc można i mnie zastąpić. Jak stworzyć boga? To proste. Jeden rzuci plotę o cudzie, drugi opłaci poetę aby napisał o tym pieśń, trzeci ufunduje świątynię. I tak w trzech krokach mamy mniejszego lub większego nieśmiertelnego.

Dzisiejsza Grecja nie jest już taka sama jak kiedyś, wolałem tą starożytną. Zresztą i tak znam tu każdy kamień i krzak. Kogo by odwiedzić? Wszystkich z rodziny wkurzyłem. Pomyślmy chwilę… Znajome ciepło i bum. O vla… dobrze bądźmy kulturalni. Jestem bogiem olimpijskim, może niezbyt poważanym ale jednak. Nie przejmuję się więc faktem, że wylądowałem w miejscu, gdzie pada deszcz a ja  musiałem wdepnąć w psią kupę.

Rozglądam się ciekawie… Chyba coś poszło nie tak jak planowałem.  Patron podróżnych się zgubił! Zaczyna mi się to podobać… Dookoła mnie jakieś budynki, zupełnie inne od tych w Grecji. Secesja hm… Ciekawe a więc, nie tylko wylądowałem w innym państwie ale i w innym wieku! Aby się nie wyróżniać z tłumu, ubrałem się w brązowe niewygodne gatki i kraciastą marynarkę. Latające sandały zamieniłem na pełniejsze buty ze skóry. Afrodyta i Hera nie będą zadowolone.

Usiłuję się skupić i zrozumieć język, którym do mnie mówią, na szczęście jako najlepszy prawnik i kupiec w jednym mogę rozumieć wszystkie języki. Wygląda na to, że jest to jakiś germański dialekt. Ech.. Nie lubię tego tak kanciasto brzmi. No i te rodzajniki. Der… Die… Das… Wsłuchując się w rytm języka trafiam na targ. Tam słyszę nieco inną melodię, bardziej słowiańską.

Nie mam czasu zastanawiać się nad tym odkryciem, bo widzę, kobietę. Nie była najpiękniejsza, ubrana w biało –czerwoną sukienkę, przypominała raczej zwykłą kobietę pracującą. Przyciągał mnie do niej dziwny blask, mówił o tym, że musiała być kimś ważnym, jednak nie pamiętam, żebym ją kiedykolwiek widział. Teraz po prostu kupowała róże. Nie zastanawiając się zbyt długo podszedłem do niej.

– Zapewne kłują, może ci pomóc? – spytałem. Oczywiście nie będąc tak biegłym w flircie jak Apollo, coś musiało pójść nie tak. No i poszło… Kobieta odwróciła się gwałtownie, raniąc dłoń różą a potem…

– Au… Panie czyś pan złodziej?! Czemu się tak skradasz? – Na jej dłoni nie było krwi, mimo grymasu bólu. Gdy spojrzałem jej w twarz ujrzałem inteligencje godną mojej siostry, ale i jakiś smutek. Jej spojrzenie było starsze niż ciało, wydawała się wiedzieć więcej o świecie niż ja. Postanowiłem rozwiązać tą zagadkę. O jakiej bogini mogłem zapomnieć? Ona też mnie nie kojarzyła. No w każdym razie tak to wyglądało.

– A może zapłacę za róże? Wiesz złodzieje zazwyczaj nie płacą, za zakupy – mrugnąłem do niej, ignorując przy okazji fakt, że przeklinała mnie bardziej, niż mój brat Hefajstos kiedy ukradłem mu obcęgi.  – A ty w zamian za to oprowadzisz mnie po mieście. Wiesz jestem tu nowy i trochę się gubię.

-Muszę się zgodzić, inaczej się nie odczepisz? Spytała, patrząc na mnie z góry na dół.

-Oczywiście. Może zdradzisz mi imię?

– We właściwym czasie sam się dowiesz, w końcu znasz każdego – mruknęła tajemniczo. Na furie Hadesa! Kim ona jest? Przez własną złość, nie pamiętam co do mnie mówiła i dlaczego pokazywała mi akurat te ulice i kamienice.  Idąc za nią jak krowa Demeter, doszedłem do jednego wniosku jej tyłek coraz bardziej mnie drażnił, tak jak i fakt, że nic nie wiem. Po chwili przystanęła i to tak nagle, że omal na nią nie wpadłem.

-Wiesz, zanim pójdziemy dalej ustalmy sobie jedno. Nie patrz na mój tyłek! Jesteś taki jak twój ojciec! On też nie mógł przestać się gapić! Przyczepił się na 9 nocy! Dasz wiarę?! Czy chociaż raz ktoś mnie zapytał czego chcę? A może tak trudno się domyślić, że kobieta też ma umysł?! Zapytała a w zasadzie wywrzeszczała mi w twarz. Zauważyłem, że blask się zwiększył.

– Dobra już nie będę! – Tymczasem miałem już pewność, że mam do czynienia z nieśmiertelną istotą. Nie była to na pewno Atena ani żadna z muz mojego brata. Do Afrodyty też ten wybuch złości nie pasuje, ona nie zwracałaby uwagi na umysł…

– Nie słuchasz!. Koniec wycieczki. – Zatrzymaliśmy się przed jedną z kamienic. Spojrzałem na budynek i stwierdziłem, że byłaby idealna na świątynie..

bogowie

– Ej gdzie idziesz… – Zignorowałem ją. Teraz nie byłem chłopcem ciekawym świata ale bogiem! Uchyliłem drzwi, ozdobione secesyjnym detalem. Na suficie były kafle, ale dlaczego nie mają ozdób? Strop aż błagał o  jakiś ornament. Dalej taras a tam prosta biała cegła, przywodząca na myśl Grecję. Tutaj jest magia. Zamknąłem oczy i wdychałem klimat tego miejsca, chcąc je zapamiętać.

– Piękna prawda? Mój przyjaciel Franz ją zaprojektował. Odwróciłem się i po prostu zaniemówiłem. Kobieta z targu stała przede mną, jednak wyglądała inaczej. Ubrana w chiton, z rozpuszczonymi włosami, trzymała w dłoni pędzel i lampę.

– Mnemosyne?! Matka muz? Dlaczego? Ze zdziwienia przybrałem swoją boską formę.

-Pytasz. To dziwne…

-Mówiłaś, że nikt tego nie robi. Warto to zmienić. – Uśmiechnąłem się.

– Ktoś musi pamiętać o tym co zostało stworzone. Ludzie tego nie robią. Wznoszą budynki i nie zawsze dbają o swoje arcydzieła. Dedal się ze mną zgodzi… Jestem boginią pamięci a ściga mnie zapomnienie czyż to nie ironiczne? Przecież nawet ty nie bardzo wiedziałeś.

– Dlatego naprawię swój błąd.- Wróciłem do środka budynku. Gdy machnąłem dłonią, na suficie kamienicy ukazały się nasze podobizny. Mnemosyne z zaskoczenia omal nie upuściła lampy. Wykorzystując ten moment nieuwagi, ukradłem jej całusa. Zanim zniknąłem, usłyszałem jeszcze:

-Hermes! Niech cię! Nie do twarzy mi w czerwieni!

To by było na tyle. Zdjęcia autorstwa: Teresa. M. Ebis, gdybyście chcieli więcej to zapraszam na jej bloga

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze