poczta
Wspołczesne legendy bytomskie

Poczta diabelska – czyli prezenty gwiazdkowe.

Od zawsze byłam zauroczona budynkiem byłej poczty w Bytomiu. Nie pisałam dawno, legend bytomskich, jednak ich nie porzuciłam, listopad był obfity w wyzwania i zmiany, ale to opisze niedługo. Tym czasem kolejna część. Dla przypomnienia tu macie pozostałe.

Biesica otworzyła drzwi do kamienicy. Gdy dotknęła klamki, poczuła znajome ciepło drewna, obracającego się w jej dłoni. Ciche kliknięcie zamka, było jedynym dźwiękiem. Natura zamarła w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń. Powietrze stało się ciężkie i duszne, zdała sobie sprawę, że chociaż wygnano ją z piekła, i tak wszyscy o wszystkim już wiedzą. Po raz pierwszy zrozumiała czym jest śmiertelność. Zaczynała ją naprawdę doceniać. Cóż ktoś tam na dole właśnie się uśmiechnął. Miała mu także wiadomość do przekazania.

Z tych ponurych rozmyślań wyrwał ją głos:

-Nie wierzę! Sentymentem śmierdzi od ciebie na kilometr. Diabełek, nie lubi słowa na p… – chciała jeszcze coś dodać, jednak umilkła czując jak robi się coraz goręcej. Złoto w jej dłoni wydawało się przeciekać przez palce. Wizerunek marszałka jakoś stracił na znaczeniu. Biesica była w złym humorze i trzeba było opanować sytuacje.

Kobiece sprawy

Chodź usiądź poplotkujemy trochę – anielica zaciągnęła je na pierwszy schodek, wciąż z niepokojem zauważając, że kamień, z którego jest wykonany nienaturalnie szybko się nagrzewa. Słuchaj byłaś ciekawa jak poznałam Bejbika?

– Spojrzenie ciemnych oczu było jedyną odpowiedzią. – Idziesz, za mną… -. trzaśnięcie drzwi, warkot silnika nie dały szansy na dyskusję.

– Można grzeczniej? – gdy wsiadła na motor czuła jak jej spódnica stapia się z maszyną. Plastik z którego zrobione było siedzenie, prawie zmieniło się w stan płynny a kosmyki biesicy płonęły w najlepsze.

– No pięknie. – Wygląda jak pochodnia albo grecka meduza, tylko ta ostatnia miała używanie.

5 minut, 10 zawałów i 2 przetarte opony, później dotarły do celu.

Poczta – budynek z historią.

Jak się okazało był to budynek dawnej poczty, jednej z pierwszych w Bytomiu. Anielica zastanawiała się dlaczego miejsce zaprojektowane przez Karla Fishera jest celem ich podróży. Chciała zwrócić uwagę na kilka faktów, urząd nie pełnił swojej pierwotnej funkcji i był nieczynny. Była zauroczona pięknymi ornamentami zdobiącymi wejście, przedstawiające sceny, z codziennego funkcjonowania poczty. Głowa wisząca nad wejściem wydawała się śledzić każdy ruch, ostrzegać każdego przed tym co nieodwołalne. Mówić do klienta, że jeśli zrobi jeszcze krok, to zostawi swój ślad w innej przestrzeni. Opowiadała o tym, jak babcie cieszą się z wysłanych kart pocztowych, żony odebranych listów, pierwszych niepokojach i ważnych słowach które nigdy nie dotarły pod wskazany adres.

-Tak wiele mówi to puste spojrzenie i ta twarz zamknięta w smutku. – Anielica starała się odwrócić myśli Biesicy od palącego ją problemu.

Starożytna poczta – zwyczajne skrzydlate sandały

– Hermes! Wiem, że jesteś w mieście! Mam biznes do ciebie! – wrzasnęła rozpalając jeszcze większy płomień, wokół siebie. Ten wypadek miał wpływ na ludzi. Dało się słyszeć przeraźliwy płacz dzieci. Starsi, oglądali się niepewnie co kilka kroków robiąc znak krzyża, ci w średnim wieku wyglądali jakby szef nie dał im porządnego urlopu. Anielica, szczerze lekceważyła swoją towarzyszkę, śmiech, ta niepewność w elektrociepłowni, ale to było coś innego. Zaczęła się zastanawiać nad rolą jaką odgrywa w tym zwiedzaniu świata. Przecież nie mogły przypadkiem się spotkać. Wiedziała, że taki wpływ mają istoty wyższe… Żadna z nich nie ma też interesów z bogami. Jakby w odpowiedzi na jej pytania pojawił się nieco potargany Hermes. Strój miał z początku XX wieku, sandały zastąpił pełnymi butami a fular miał nieco przekrzywiony.  –

Rodzinne sprawy

– Diabelska księżniczka, raczyła się odezwać do wujka, no.. a coż to za interes? Brak kasy? Czy może zbłądziłaś i mam wskazać drogę? – Sugestywnie spojrzał w stronę Anielicy. Tym razem Biesica zamigotała, wprawne oko, mogło zauważyć, źrenice ciemniejsze od najgorzej życiowej chwili, wokół dłoni łańcuch z literą H.

-Zastanawiam się dlaczego jesteśmy rodziną, obstawiam, że przegrałeś zakład a wygraną byłam ja. Z tego wynikają jednak pewne obowiązki, wiesz?

– Przypominasz mi o tym na każdym kroku… – westchnął teatralnie Hermes. Chociaż daleko mu było do Apolla.

– Wyślesz paczkę do ojca. – Przerwała zbliżającą się tyradę.

  Słuchaj obiecałem Nemo…

-Komu?! – Anielica nie mogła się powstrzymać.

– Mnemosyne, – Spojrzał na nią jakby była piórkiem na jego surducie, I kontynuował: – Nie mam czasu, zarobiony jestem jak zawsze, wiesz prowadzę interesy, panteon grecki nie płaci, ale wymaga a do tego Nemo jest urocza gdy tak troszczy się o te kamienice… Afro jednak nie może tego usłyszeć – zaszeptał rozglądając się uważnie.

– Do diabła ciężkiego! Mam ci przypomnieć, że ukradłeś coś ważnego z naszego słowiańskiego piekła? – Zmrużyła oczy, tatko nie będzie zadowolony – zachichotała.

– Czyli jak zawsze pan każe sługa musi… gdy podała mu małe zawiniątko, na jej dłoń spadł pierwszy płatek śniegu. Marmurowa głowa, wydawała aprobować, wybór.

Hermes gdy zobaczył zawartość, gwizdnął z uznaniem.

– Takie przesyłki. Masz za darmo. Staruszek się wścieknie.

Tymczasem w piekle

Dłoń gładziła wielkiego ogara. Obok stał mniejszy diabeł. Zgięty w pół. Nikt nie śmiał patrzeć Panu w oczy. Oprócz trzech istot, a teraz jednej właśnie brakowało. To był wielki kłopot, dla piekła. Była denerwująca, to prawda, jednak miała wrócić i przepraszać. Nie udawać się w podróż.

– Powiedz mi Belzebubie. Jak to się stało, że w czasie gdy robię porządek we włoskim piekle. Ty wyrzucasz ją z mojego piekła?! – Jedwabisty ton był jedyną wskazówką, na temat Jego nastroju.

– To..

– Ugh. Możesz sobie kupić dywan. Albo przynajmniej, zebrać diabelskie pióra i zrobić poduchy. – Hermes ogłosił swoje przybycie. Pies, natychmiast zaczął szczekać. Jeden gest dłoni. Cisza.

– Z czym przychodzisz? Czuję jej zapach, zmieszany z fetorem anioła, ale wciąż jest obecny na twojej dłoni. Ty wiesz gdzie jest.

– Oczywiście. Jestem Bogiem i…

– Nie tutaj. – Czerwień jego oczu wydawała się wpływać na jego myśli. Nie zapytam drugi raz. Więc?

Nie odpowiedział. Podał paczkę. Zapach był wręcz odurzający. Mrugnięcie lewą powieką, otworzyło starannie zapakowane pudełko.

Hermes był za drzwiami gdy ziemia zadrżała. Odlatując zanucił jeszcze.

„Lecą, lecą Aniołowie, mają skrzydła z piór,

po niebieskiej lecą drodze nad szczytami gór

A diabełek to jest staary gbur”

Oczywiście zdjęcie Należy do T.M. Ebis i jej bloga polecam także jej grupę tam więcej takich perełek.

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania