przeszłość
Zapiski

Przeszłość ukryta w brokułach? – sałatka emocjonalna.

Postanowiłam wprowadzić trochę ładu na blogu a przez to urozmaicenia, wtorki jak wiadomo to legendy bytomskie, dzisiejszy dzień to po prostu zapiski, których jest już trochę na tej stronie, piątek tematyka luźna – pokażę swoje nawyki i miejsca pracy. Poznacie mnie trochę. A w sobotę, coś regionalnego… Wiersze nie idą w odstawkę, jednak teraz mam ochotę na więcej prozy, niż poezji. No to tym razem jak w tym filmie. Podróż do przeszłości. Wróć… Chyba jakoś to inaczej było.

Teraźniejszość – Rzeczy

W ręku trzyma widelec. Nie wie dokładnie, czy chce się bronić przed brokułem utopionym w majonezie, czy jeszcze bardziej go rozdrobnić. Z trudem hamuje instynkt. Oddycha kilka razy, podobno to uspokaja. Wdech…Wydech…Wdech…Wydech… Elektroniczna godzina, też jest niespokojna, dwie kropki uwięzione między 9 a 3 mrugają w jakimś nieznanym rytmie. Zastanawia się głupio, dlaczego? Może to z bezsilności, że muszą wysłuchiwać dedykacji zdesperowanych ludzi? Może są tak ogłuszone, tym beznadziejnym przemysłem radiowym, że drżą, na samą myśl o kolejnym numerze jeden? Czajnik zabulgotał, przerywając jej tok myślenia. Odniosła wrażenie, że w tym pomieszczeniu tylko on był zadowolony, bo wykonał swoją robotę i zmienił stan cieczy. Gdyby miała być jakąś rzeczą, byłaby właśnie nim. Mogłaby, bezkarnie, świszczeć, wybuchać, jeszcze wszyscy byliby jej za to wdzięczni. A tak, siedzi tutaj przy rozdartym drzewie, produkowanym gdzieś na wschodzie. 

Przeszłość – Ludzie.

Przyszedł. Westchnienie. Niemal natychmiast otuliła się jego zmęczeniem i apatią. Nie chciała patrzeć, w to wyblakłe oko i zmarszczkę wokół ust. Lewa dłoń podjęła własną decyzje i w końcu morduje sąsiednią marchewkę. Odwraca głowę. Malachitowe oczy, potykają się o jego przeszłość. Jest tam uwięziona, między zakurzonymi gazetami, a bananową, ścianą. Nie pasuje do tych arakowych szklanek i szlochających drzew. Mimo przykurzenia widać, że kiedyś pełniła ważną rolę, wrzucała myśli do głowy, przekazywała odblaskiem płomienia wiele tradycji. W maleńkiej plamie nafty widać, węgierskiego Cygana, rzeźbiącego łyżki. Jego żona, niedawno porwana, zgodnie z tradycją, jeszcze dziewczynka, nituje garnki po jego matce.

Rysa na szyjce, to wojna i partyzanckie akcje w regionie? Gdyby przymknąć oczy…

Betonowa ściana z chłodem przyjmuje burgundową ciecz. Strzał. Kilkanaście lat później będzie to miejsce zwycięstwa. Większość zapomni. Nawet na propagandowym pomniku obok szkoły, nie ma tego nazwiska. Kolejna zmarszczka, więcej apatii w życiu. Słowa pocieszenia wydają się niewłaściwe. Dalej w prawo natrafia na ślad ognia, wciąż może czuć jego ciepło, tak jak usłyszeć krzykliwych Greków, gdy uciekali przed własną wojną w bieszczadzkie lasy.

Z zamyślenia wyrwał ją odgłos dzwonka. Każdy jej mięsień zerwał się w panice, niemal czuła, między oczami gorący ołów.  Łza rozmywa perspektywę. Po chwili widzi różową plamę. Porusza się po to, aby znaleźć się dokładnie naprzeciwko niej. Mruga. Widzi śliwkowe paznokcie i dużo brokatu. Nie może pozbyć się wrażenia, że zgubiła ważną część układanki.

Dawne przedmioty

Patrzy na przeszłość i na nią. Nie może zrozumieć. Wciąż pamięta, delikatną dziewczynę o topazowym spojrzeniu. W jej ciemnych blond włosach ukrywały się ostatnie promienie słońca. Były nad rzeką, powinny wracać.  Ona trzymała dla pewności rdzewiejącą barierkę mostu. Doskonałość siedziała na drugim brzegu. Żadna z nich nie patrzyła w tamtym kierunku. Nie śpieszyły się też do domu. W zasadzie nie miały domu, tylko zestaw pomieszczeń, z rodzicami kłócącymi się o zapałki. Teraz pomieszczenia wydawały się idealne, spokojne. Mężowie, partnerzy właściwie wybrani milczą jak psy. Obie unikają kolorów rozkładu i tematu śmierci. Nie widują się nawet na pogrzebach bliskich. Śliwkowy kolor, wydaje się mówić, że przesadza.

Jutro – plastikowe zabawki.

Tym razem zmienia stan rzeczy, brokuł staje się zieloną breją a sztuczna porcelana wrzeszczy w agonii pod naporem widelca. Ona wciąż ma przed oczami ten brokat, który nie pasuje do starego mostu. Już wie, że jutro zobaczy ją przy szarym budynku w tym tłumie. Wszystkie ubrane podobnie, spod maszynki tego samego fryzjera. Pod nimi będzie idealnie wypastowana podłoga. Kręci głową. Nie umie odpowiedzieć na pytanie o przyczynę gniewu. Wychodzi, zostawiając połowę Europy, przeszłość przytuliła się do nogi i nie chce puścić.

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania