schody
Wspołczesne legendy bytomskie

Schody, mucha i diabeł – czyli sposób na inspiracje.

Każda historia ma jakiś prolog. Nie ważne czy dotyczy to szalonej myśli w głowie architekta, fotografa, czy wreszcie pisarza. Oczywiście może to być także przypadek, tylko kto dziś w nie wierzy. No właśnie.

Ona również nie wierzyła w zrządzenia losu, co najwyżej w jego zrzędzenie, które ma przykre skutki dla biednego człowieka. Dlatego uznała, że to po prostu drugi wypadek a skoro tak…

I tu zaczynają się schody

Pamięta ten dzień, nie z powodu pięknej pogody, wspaniałego sukcesu towarzyskiego, ale dlatego, że zamierzała popełnić twórcze harakiri i skończyć definitywnie z pisaniem. Złożyło się na to kilka czynników, była zmęczona tym głosem w głowie, który zamiast motywować, lubił zaniżać jej pewność siebie. Po drugie, wróciła właśnie z zajęć malarskich, gdzie wpatrywała się w blejtram usiłując udowodnić wszystkim wokół, że ma do tego talent. Od tego udowadniania zrobiła się cichsza. Denerwowała ją myśl, że nadal nie wie co ma ze sobą zrobić, to pytanie „Co znowu?” było jak kamień w klepsydrze, przeszkadzało w codziennym funkcjonowaniu. Te wszystkie ciężkie myśli, nie ułatwiały niczego a zwłaszcza poruszania się. Doszła do pierwszej półki, wielcy malarze przy herbacie plotkowali o banałach jakie właśnie tworzą, narzekając na współczesny świat. Gdy dotknęła Degasa, z zaskoczenia prawie obciął Van Goghowi drugie ucho, nożykiem do ciasta. Wszyscy zastygli w oczekiwaniu. Wybrała jednego. Zaczęła wertować kartki w poszukiwaniu, czegoś inspirującego. Jednak wszystko to już widziała, pod powiekami miała każdy detal. Pojawiła się myśl: „a gdyby znowu wrócić, do roli studenta?” Jednak zniknęła bardzo szybko, spłoszona przez problemy niecierpiące zwłoki.

Domek z plastiku

Po zrealizowaniu każdego zadania, odpowiedzi na wszystkie trudne pytania, w końcu dotarła, na plastikowe krzesło. Ten sztuczny przedmiot, przebył daleką drogę, aby się tu znaleźć. Ta zbieranina płyt drewniano-podobnych i tworzyw o dziwacznych nazwach, która jest w jej pokoju, była tak inna od jej poczucia estetyki. Wykrzywiona jak klucz wiolinowy, szukała czegoś co pobudzi ją do twórczego myślenia.

Nuda stałym mieszkańcem.

Przez następną godzinę w pomieszczeniu słychać było jednostajne klikanie i znudzone westchnienia, które mimowolnie wydobywały się z jej ust, nawet mucha siedząca nieopodal była zajęta, obmyślaniem planu ewakuacji z pokoju. Gdy natężenie desperacji i złości osiągnęło maksimum, dało się słyszeć ten dźwięk. Była to zwykła samogłoska, wypowiedziana szeptem. Jednak miała w sobie tyle zdumienia i zachwytu, że owad zwrócił na nią niepodzielną uwagę. Nie wiedział co sprawiło, taką zmianę atmosfery, jednak gwałtowny ruch jaki został wykonany potem, nie był zwyczajny. Krzesło z importu, odjechało na środek pokoju a ona stała, był to dość szybki ruch. Każda kość w jej dłoni wydawała się drżeć z podekscytowania. Nagle niemal pieszczotliwie wyciągnęła palce jakby chciała czegoś dotknąć. Zauważył, że kropelki cieczy zbierają się w jej oczach a jej usta są nadal otwarte, w niemym zdziwieniu. Chwila obserwacji minęła bardzo szybko, gdy na horyzoncie dostrzegł otwarte okno.

Nieoczekiwany gość

Ona wciąż była w tej samej pozycji, ignorując ból mięśni.

Zastanawiała się jak opisać to co widzi. Pierwsza myśl była pragmatyczna, „cholernie dużo schodów” , druga „chrzanić to, to najlepsze co ostatnio widziałaś”, trzecia: „Diabły kuszą”.

Nie wie do dziś ile tam jest schodów ale już wie, że musi tam być.

Na pożegnanie – myśl.

Czasami trafiają się takie zdjęcia, po których ujrzeniu, wiesz, że dużo się zmieniło, bo zaskoczyły cię nie tylko perspektywą, ale rozwinęły poczucie wrażliwości i estetyki. Zależnie od humoru wraca do tego ujęcia, raz widzi tu schody w górę prowadzące do celu a raz w dół. Kadr wydaje się mówić, że życie się nie kończy, jedni się żegnają a drudzy rodzą, dzięki temu, wciąż słychać tu kroki ludzkie. Po to aby trwać potrzebujemy siły, nie dziwi więc metalowe wzmocnienie, nie psuje ono jednak niczego, wydaje się być integralną całością z pistacjową zielenią ścian i ozdobną barierką. Światło przypomina o sobie w nienachalny sposób, mówiąc, że wciąż można na tym zdjęciu coś odkryć. I rzeczywiście, zachęca ją do dalszych badań. Po chwili wie, że ta kamienica, jest współczesnym zamkiem, znalazła tu nawet smoka. Mała dziewczynka ukryta w tej kobiecie pozwoliła sobie na marzenie.

Nie mogła się oderwać od tej sztuki, inspiracja w końcu do niej przyszła. Miała duże błagalne oczy i ołówek w dłoni.

scody

To okno, pomimo barierki, wciąż oślepia ją swoją jasnością. Umieszczone na półpiętrze, ukryte przed tymi co nie chcą zobaczyć, po prostu godziło ze sobą światło i mrok, zapewniając potrzebną równowagę. Nie zawsze o tym wiedziała, ale teraz zaczyna odkrywać tą prawdę, że świat rzeczy może również nauczyć wiele, gdy się uważnie patrzy. Wiedziała, że te skarby muszą mieć swoją opowieść.

Zdjęcia T. M Ebis. Więcej znajdziecie tutaj

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania