Wiersze

Świat a codzienność – kwestia perspektywy…

Umieszczona pomiędzy ortalionem a deszczem, obserwuje idealnie uporządkowaną szarość. Każdy element tej większej całości, poddaje w wątpliwość celowość działania. Moja zmęczona głowa tęskni za ciepłym pierzem i miłym snem. Nikt nie lubi jesiennych deszczowych poranków.

Mówią, że mam swój świat.

świat

Zaczynam w to wątpić, Zmartwienia niczym kukułki podrzucają różne scenariusze. Podstawowe potrzeby nie ukrywają się wcale między palcami. Tuż za zakrętem będą na mnie krzyczeć. Mogę zatkać uszy miłymi słowami, ale to nie zastąpi żywego człowieka. Niepełnosprawność utrudnia wiele spraw, ale nie odbiera uczuć, osobowości. Daje poczucie niezrozumienia z którym się walczy. Zachęcają mnie bym mówiła, że mam swój świat, jednak wydaje mi się, że trzeba go zbudować cegiełka po cegiełce a na razie to wszystko jest chwiejne jak w tej bajce o świnkach i wilku. Nie doszłam do etapu w którym inni przychodzą do mnie by się schronić, bo ten świat który mam jest tak trwały. Raczej tak jak we wspomnianej bajce przypomina domek ze słomy a na wycieraczce zamiast, „Witaj w domu”, pisze: „Dodaj mi pewności siebie”. Nie wszyscy, są na to gotowi i ja całkowicie ich rozumiem. Dlatego mam małe grono znajomych i przyjaciół.

Mówią, że mam swoją sztukę.

Gdy słyszę ten zestaw słów, mam ochotę się roześmiać, bardzo głośno. Nie wiem, czy to co wyrażam swoim pisaniem, powinno być tak nazywane, prawdopodobnie możesz myśleć czytając to, że oczekuje pochwały i potwierdzenia, nie.

Jedyne co mi przychodzi na myśl to, to że jeszcze cholernie dużo roboty przede mną, wiedzy do odkrycia i nawet wtedy nie jest pewne, czy to co stworzę teraz i w przyszłości będzie dla mnie sztuką.

Oczywiście ponieważ jest pojęcie pojemne. Zmieści i zniesie prawie wszystko. Więc dlaczego mam jakieś skrupuły, przecież wszyscy piszą?

Ale mam w sobie faceta, którego nazywam: Profesorem, Panem Dociekliwym albo po prostu Krytykiem. (Zależnie od sytuacji). Jest naprawdę bezwzględny. Gdyby go nie było, prawdopodobnie napisałabym już kilka tomików i parę książek.

Jestem więc na takim etapie gdzie mogę odpowiedzieć, że to co piszę, nie jest sztuką a raczej rzemieślnictwem. Nie jest to warte tego aby izolować się od innych i udawać, że mam swój świat, bo tak naprawdę go nie mam. Lubię myśleć, że jestem częścią większego chaosu i czasem potrzebuje oddechu i samotności. Jak każdy. Dobrze mi z tym, bo w tym świecie są prawdziwi ludzie i ich historie, które lubię opowiadać.

Gdy kończę to pisać, muszę wrócić na ziemię i upomnieć się o swoje miejsce w kolejce, zadać pytanie urzędnikom czy spełniam wymagania do określonych świadczeń. – Myślę, że gdyby otoczka artysty była prawdziwa byłoby to zbyt prozaiczne. Rozglądam się pośród mijanych przedmiotów tylko gumowa opona stawia opór tej twardej logice.

Nazbierało się, a tu macie wcześniejsze fragmenty tej sztuki:

Przytłoczona

znajomością przestrzeni

odchodzi od schematu –

Za progiem

inne malowidło.

W siatce na owady

Noc.

Drzewo                                                            

splatające się ze światłem

latarni.

Świerszcze ukryte

przed urbanizacją,

wydają się kpić

z rozwoju świata –

Wdycha nosem obojętność

Rowerzysta dodaje zwykłej

codzienności

do obrazu.

Za zakrętem perspektywa

obiecuje lepszy sen.

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość! Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania