Piszę

Waza, chochla i kot – czyli ratujemy wigilię

Opowieść wigilijna jak to banalnie brzmi było już ich tyle, że światowa kultura ma dość. Tradycją stają się świąteczne wpisy. Ja zapewne nie odkryje nic nowego pisząc kolejną, może lepszą a może nie… Świetnie takiej reklamy to i pan od proszku do prania by się nie powstydził. No ale wybaczcie nastrój, nie jest biało, wręcz przeciwnie pada. Może zrobimy coś z tym deszczem… Zastanawialiście się kiedyś co ma do powiedzenia waza?

Królewska waza i spektakularna klęska?

Stała jak zawsze dystyngowanie, jak tylko mogła trzymała pozę. Tą jedną, którą stworzył dla niej chiński producent. Nie była małym talerzykiem, czy łyżeczką, och nie! Miała  niezwykle ważne zadanie. Zaraz po przywitaniu gości przez gospodarza, to właśnie ona, ukazywała to co miała we wnętrzu. Wyobraźcie sobie, tą importowaną biel, teraz idealnie wytartą z kurzu, połączoną z buraczkową czerwienią. Żaden malarz, nie wymyśliłby lepszego połączenia. Wiedziała, że ta najważniejsza wieczerza może udać się tylko wtedy, gdy za oknem jest biało, nie buro – szaro. Dlatego właśnie była niezadowolona. Stojąc przy oknie, bała się o to czy tym razem święta będą udane. Jej myśli zostały przerwane przez chochlę. Była jej najlepszą przyjaciółką, nie mogła istnieć bez niej, były nierozłączne. Dlatego nie zdziwiło jej to, że to właśnie ona, wyczuła jej zmartwienie:

– Nie martw się, nie możesz zmienić świata, tak jak i faktu, że barszcz w ten dzień jest blady. Z czerwonego garnka dało się słyszeć bulgotanie:

– Hej! Chochla! Właśnie jestem buraczany! Tylko te nerwy, nerwy… Żurek to dopiero jest biały ze strachu!

– No właśnie widać jaki z ciebie burak! Odezwała się kapusta z grochem.

Czajnik słysząc zbliżającą się kłótnie zagwizdał głośno. Zapanowała cisza. – Naszym problemem jest brak śniegu! Jak przekonać tych tam na górze aby dali trochę puchu? – Powiedział na głos to o czym wszyscy myśleli.

-Śnieg odszedł razem z tradycjami – westchnęła leniwie ryba.

Nie rozumiemy… – odezwały się gołąbki.

Bo głupie jesteście, wszystkie! Wściekł się bigos. Popatrzcie, gdzie to wszystko jest? Tradycje, dwanaście dań, przesądy, połaźniki? Gdzie? Teraz życzenia ludzie składają sobie przez internet, sms wysyłają. Może śnieg też spadnie przez internet?

Kruchy problem? I twarde dowody

Waza milczała. Istniała w tej rodzinie od kilku pokoleń i zgadzała się z bigosem. Zasmuciła się. Zastanawiała się czy ludzie rozmawiać przy stole będą przez komórki. To przez nie, brak im czasu, podobno te urządzenia zjadają go na śniadanie. A jeśli tak to czy jej rodzina będzie jeszcze gotować, skoro tak się śpieszą? A co jeśli będą chcieli żeby wszystko było w papierowych tackach, kupione z niemieckiego czy francuskiego marketu? Nie będzie potrzebna! Nie będzie świąt! Przerażenie sprawiło, że prawie spadła z parapetu. Na szczęście chochla pomogła złapać jej równowagę.

– Sprowadzić mi tu kota teraz! – wrzasnęła do łyżeczek. Co jak co ale te małe stworzenia były szybkie i miały najlepszą orientację w terenie. – Zabieramy naszej rodzinie komórki. Ogłaszam akcje oline!

– Chyba offline – wyszczerzyła się ryba.

-Tobie radziłabym się schować, kot zawsze może cię zjeść… – barszcz jak zawsze miło wtrącił.

Akcja oline

Nie było na to czasu. Kot zjawił się szybciej niż wszyscy myśleli. Był to dziwny okaz. Nieskazitelnie biały. A jego oczy były koloru lodu. Przez wszystkich obecnych przebiegł dreszcz.

– Czego chcesz ode mnie? – Popatrzył uważnie na wazę, do niej jedynej miał szacunek, była najstarsza.

– Znasz ludzi lepiej od nas. Wiesz gdzie chowają dzwoniące rzeczy?

– Może i wiem i co? – Przeciągnął się leniwie. Popatrzył w stronę ryby. Ta widząc jego wzrok, schowała się w szufladzie.

– A to, że musisz je ukryć bo inaczej nie odbędzie się wigilia!

– Co będę z tego miał? – Kot popatrzył uważnie na wazę, która drżała ze złości.

– Załatwię Ci najlepsze mięso… Kusiła.

– Dobrze. Mruknął kot. Tak jak powiedział zaczął znosić w pyszczku dzwoniące rzeczy, a łyżki chowały je w głębi szaf. Za jakiś czas dało się słyszeć zbiorową panikę. Ludzie wrzeszczeli, biegali po domu. Widać, że czegoś szukali. Kilkoro z nich wbiegło do kuchni. Po jakimś czasie uznali, że nie znajdą niczego i rzeczywiście zaczęli rozmawiać.  Waza uśmiechnęła się do siebie, słysząc śmiech i miły gwar. Gdy gospodyni zaczęła się zbliżać do kuchni, w pomieszczeniu zapanowała pełna mobilizacja:

– Uwaga zaczynamy kolację, barszcz nie bądź blady, ty żurek nie kwaśniej więcej! No idziemy. Gdy stanęła na stole, zobaczyła za oknem pierwsze płatki śniegu…

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze