wiatr
Felietony, Piszę

Wiatr i moje różne nastroje…

Nie zjawiałam się w sieci ostatnio, pomimo obietnicy regularnych wpisów. W tym miejscu miałam chęć skłamać i powiedzieć, że to była awaria komputera, bloga, sieci ale niestety nie. Chciałabym żeby tak było. Po prostu dopadła mnie mieszanka lenistwa, chandry i zniechęcenia wynikającego ze zmieniającej się pogody. Uwielbiam jesień, jednak nie jestem fanką wiatru. Wprawdzie daleko mi do lekkości liści i mnie nie zwieje. Kiedy mocniej dmucha w mojej głowie wije sobie gniazdo mały troglodyta z dużą pałką i bije ten mój biedny mózg, przerywa swoją czynność tylko po to aby zjeść Teraz korzystam też z faktu, że przedłużają się noce, i piszę. Jestem  po prostu statystyczną sową. Nie rybą jak wskazuje astrologia. No chyba że opierzoną ale takiego gatunku jeszcze nie spotkano.

Wiatr na pięć stron?

Dziś mamy pierwszy dzień jesieni, a ona kojarzy mi się właśnie nie tylko z kolorami ale z liściem wiatrem, który jest jej najmniej przyjemną częścią. Powiedzieli mi, kiedyś, że jeśli czegoś nie lubisz to musisz doszukać w tej rzeczy chociaż jednej dobrej strony, aby osłabić złe uczucia. Ja byłam lepsza bo mam aż 5 dobrych wspomnień, uczuć związanych z wiatrem.

1)Baśnie mogą być prawdziwe?

Gdy byłam mniejsza miałam słuchowisko „Rajski ogród” na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena. (w ogóle byłam fanką słuchowisk o innym poczytacie tutaj) Opowiadało ono o czterech wiatrach północnym, południowym, wschodnim i zachodnim. Nie będzie zaskoczeniem, że każdy miał inny charakter. Wiatry jak to w baśni, przekazywały ludziom różne wartości i rady. Z sentymentem wspominam to nagranie bo wciąż nie wiem, który był głównym bohaterem ech to dzieciństwo…  tutaj macie fragment:

Rajski ogród fragment

2) Tam gdzie wiatr musi być i ptak

Jeśli wiatr to i oczywiście nie może, zabraknąć ptaków. Są to najbardziej utalentowani śpiewacy pod słońcem. (Dobra zabawa słów – niezamierzona) Czasem potrafią drażnić, zwłaszcza o czwartej rano, latem jednak wybaczam. Mam słabość do słowików, jednak co do innych ptaków… Nie jestem ornitologiem, nie znam się na nich. Mimo, że tutaj w Bieszczadach jest wiele gatunków, umiem od siebie  odróżnić tylko jaskółki, bociany, wróble i kukułki. W zasadzie to tyle mojej wiedzy. Jednak znam kogoś kto był, żywą encyklopedią ptaków, była nawet bohaterką przemówienia  Jak śpiewał Stan Borys „jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna…” co do tej piosenki też stała się inspiracją o tym tutaj

3) Wolność, kocham i rozumiem wolność…

Tutaj w górach, mogę się wściekać na wiatr a on na mnie. Halny nie pieści naszych drzew. Jesienią gdy zmienia kierunki, często ciężko przejść przez ulicę. Jednak gdy zejdziesz głębiej w Bieszczady mogę ci powiedzieć, że wiatr ma również inne oblicze. Gdy lekko wieje a ty stoisz  na wzgórzu wtedy, dzieje się rzecz cudowna ale i przedziwna… Wiatr z twojego wroga staje się przyjacielem. Jego obecność jest wyczuwalna, we włosach i na policzkach ale i nawet głębiej. Masz taką chwilę, że nie myślisz o niczym tylko o sobie, nie istnieje nic wokół tylko my…

Uwielbiam takie momenty… Czasem potrzebujemy ciszy aby zajrzeć e głąb siebie, zwolnić, zrozumieć parę rzeczy. Tutaj w otoczeniu gór, mogę sobie na to pozwolić. Nie żebym narzekała na duże miasta. Jednak studiując, pamiętam z jaką rozkoszą wracałam w swoje rodzinne strony i po prostu wdychałam świeże powietrze. Teraz nawet tu nie jest już aż tak czysto jak jeszcze pięć lat temu, jednak wciąż jest lepiej niż w Krakowie czy w stolicy. Nie widziałam ani jednego człowieka w masce.

4) Piraci w chmurach?

Jedna rzecz się nie zmieni, zawsze od dziecka, marzyłam o tym aby złożyć i puścić w niebo swój latawiec. Nie wiem może dlatego, że kojarzył mi się on z twórczą wolnością. W moich czasach (jak to brzmi! Robiło się je jeszcze samemu a nie kupowało w biedronce za 20,99) Nie wiedziałam tylko, że jest ku temu, poważna przeszkoda, mogę sobie zrobić i pomalować ten wehikuł (nawet zdarzyła się ku temu okazja parę lat temu na zajęciach terapii zajęciowej) ale nie mogę się odpowiednio rozpędzić. Bo wózkiem za szybko no a nogami ekhm…

Nie zrezygnowałam jednak z marzeń, uważam, że należy je nieco modyfikować, jeśli nie można ich spełnić. Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja to zrobiłam jedyną możliwą rzecz w tym wypadku. Przerzuciłam się na większy kaliber a co! Jak nie latawiec to szybowiec! Nie jest to wprawdzie aż tak twórcza wolność ale jednak… Zaprowadził mnie na pokaz lotów szybowców dziadek nie wiedząc nawet, że uwielbiam, tego typu imprezy a wszystko zaczęło się od niewinnej wycieczki po Bieszczadach. Zresztą jak się dowiedziałam właśnie od niego robienie latawców, było nie lada sztuką i w zasadzie łączyło ojców i synów bądź dziadków. Także panowie nie dajcie się skusić na żadne promocje w marketach tylko sami zbijajcie swoje maszyny, które podbiją niebiosa! Dzieci staną się wtedy piratami w powietrzu! Skąd takie skojarzenie? A tego dowiecie się już jutro w innym wpisie tym razem muzycznym.

5) Szanta jest dobra na wszystko…

Ten kto mnie regularnie czyta wie, że uwielbiam morze, bardzo często się nim inspiruję, odwołuję się do niego, mimo że nigdy tam nie byłam pisałam o nim chociażby tutaj. Chciałabym tam pojechać i usłyszeć ten szum na własne uszy. Nie wiem czy wiecie, ale gdy byłam porządnie wkurzona, namalowałam właśnie morze, coś na kształt sztormu. Jakie byłoby wzburzenie bez fali i wiatru? Nico kiepskie. Jednak nie widziałam fali w ruchu dlatego był kłopot…

Dlatego właśnie w tytule wspominam o szantach…  To się wiąże z poszukiwaniem inspiracji do obrazu. Nie wiedziałam jak wygląda wzburzone morze ale w internecie wszystko można znaleźć. Potrzebowałam fali, statku, ludzi walczących z żywiołem. Oczywiście podczas prawdziwego rejsu nikt nie siedzi z kamerą na dziobie statku ale filmy katastroficzne powstają wciąż bardzo często. Dlatego uruchomiłam youtube, przy okazji wykopałam kilka szant no ale chyba nie wypada tutaj tego umieszczać…

To by było na tyle tych dobrych stron związanych z wiatrem, które widzę w swoim otoczeniu. Dodać wypada, że mamy kilka wiatraków do wytwarzania energii w okolicy ale nie będziemy raczej drugą Holandią.

Klaudia Chrapko

Mam na imię Klaudia i cieszę się, że tu jesteś. Chciałabym abyś się poczuł jak u siebie i wypił ze mną kawę w otoczeniu słów. Na blogu opowiem Ci nie tylko o moich potyczkach z fotografią ale o tym co mnie inspiruje. Będzie to podróż pełna wyzwań. Zapraszam cię serdecznie zabierz ze sobą ciekawość!
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go dalej, lub odwiedź mnie na facebooku: Sztuka Pisania

Może coś jeszcze